KrajKrysztopa: Widziałem film Sekielskiego

Krysztopa: Widziałem film Sekielskiego

"Tylko nie mówi nikomu", film Tomasza Sekielskiego / Źródło: YouTube / SEKIELSKI
Dodano 193
Cezary Krysztopa o filmie "Tylko nie mów nikomu".

Poniższy tekst Cezarego Krysztopy, autora "Do Rzeczy" oraz "Tygodnika Solidarność", ukazał się na portalu Tysol.pl. Przedrukowujemy tekst w całości, bez jakichkolwiek zmian.

Po pierwsze nie mogłem w nocy spać. Całą noc po głowie chodziła mi myśl "co bym zrobił księdzu, który tknąłby moich chłopców?". W tym sensie film Sekielskiego odniósł sukces. Po drugie jednak uważam film za sprawną manipulację. Być może Sekielski wyszedł z TVN, ale zdaje się, że TVN nie wyszło z Sekielskiego. A po trzecie, to wszystko wcale nie jest w tym wszystkim najważniejsze.

W moim mniemaniu produkcja nie ma służyć dobru ofiar, a przynajmniej nie w pierwszym rzędzie, fakt publikacji, praktycznie na kilka dni przed wyborami, doskonale wpisuje się w sekwencję: strajk Broniarza, wizyta Tuska, film Sekielskiego, protest niepełnosprawnych. Chyba, że coś pominąłem. Przy czym nikomu nie odbieram prawa do protestów, wiadomo, że przed wyborami są bardziej skuteczne, jednak to Broniarz, np. kończąc protest po wezwaniu Schetyny, pokazał czemu miał służyć i rodzina Hartwichów, włączając się w działalność polityczną, wpisała się w polityczna logikę.

Gdyby Sekielski chciał zrobić film, który ma pomóc ofiarom pedofilii w ich batalii, czarnymi bohaterami produkcji byliby nie tylko i nie przede wszystkim księża, ci, choć oczywiście wymagamy od nich więcej, stanowią niewielki odsetek sprawców, byliby nimi również nauczyciele, lekarze, urzędnicy, dziennikarze, reżyserzy (Polański), politycy, tacy jak Cohn-Bendit, czy zatrzymani za pedofilię politycy PO, być może wolontariusze postępowego EuroWeek, pokazywani w ostatnim czasie w mediach w co najmniej dwuznacznych rolach, zapewne przedstawiciele wszystkich, a na pewno wielu, zawodów. Bo to gangrena, która dotyka nie według profesji, choć oczywiście profesje mające kontakt z dziećmi, mają tu większe "pole do popisu".

Jednak Sekielski, w czym, w moim mniemaniu, wpisuje się w szereg ostatnich działań mających uderzyć w podstawy polskiej tożsamości narodowej, skupia się na Kościele. Oczywiście wolno mu. A mnie wolno zauważyć, jak obsesyjnie wraca w kolejnych scenach, do obrazów krzyża, czasem obrazoburczo go odwracając, do obrazów Matki Boskiej, wyjątkowo dziś pod ostrzałem "progresistów' i do obrazów Jana Pawła II. Być może to dziwny zbieg okoliczności. A być może "progresiści" doskonale wiedzą, że Krzyż, Matka Boska i Jan Paweł II są kotwicami, które w ich mniemaniu "przeszkadzają" Polakom w odpłynięciu na tęczowe wody europejskiego czy wręcz światowego programu "nowego lepszego świata". A tak zupełnie przy okazji, przeszkadzają im w wygrywaniu wyborów w Polsce.

Można by zadać redaktorowi Sekielskiemu szereg pytań:

1. Skąd ten czasowy zbieg okoliczności pomiędzy publikacją filmu a wyborami?

2. Jak to się dzieje, że jego "ekspertami" są akurat pani Małgorzata Szewczyk z Czarnym Piątkiem na profilu FB i kościelny renegat Stanisław Obirek?

3. Dlaczego skoro większość opisywanych przez niego przypadków pedofilii, czy efebofilii, ma charakter homoseksualny, zaczyna od przypadków dziewczynek? Czy ma to jakiś związek z chęcią ukrycia dość oczywistego wniosku, że problem pedofilii w Kościele wiąże z tzw. "lawendową mafią", środowiskiem homoseksualistów? Nie znam danych dotyczących polskiego Kościoła, ale w zeszłym roku sam tvn24.pl pisał: "W zamówionym przez Konferencję Episkopatu Niemiec raporcie, sporządzonym przez konsorcjum badawcze uniwersytetów w Mannheim, Heidelbergu i Giessen wskazano, że między 1946 a 2014 rokiem około 3700 nieletnich padło ofiarą molestowania przez 1670 duchownych. Oznacza to, że przestępcami seksualnymi było 4,4 procent wszystkich księży we wspomnianym okresie - zaznacza Deutsche Welle. Większość z ofiar to chłopcy

4. Dlaczego red. Sekielski, choć dwóch spośród księży, którym film stawia mocne zarzuty, było związanych z Lechem Wałęsą, nie poszedł tym tropem?

5. Dlaczego zapomina dodać, ze przełożonym kustosza licheńskiego sanktuarium, którego sprawę porusza, był generał marianów i ikona "Kościoła otwartego' ks. Adam Boniecki?

6. Dlaczego, skoro już pokazuje w złym świetle zupełnie innych biskupów, zarzucając im bezczynność czy działania nieadekwatne, "przypadkiem" biskupów w większości kojarzonych z tzw. "Kościołem otwartym", to jako ilustrację biskupiej hipokryzji, wybiera wypowiedzi apba Gądeckiego i abpa Jędraszewskiego, którym nie stawia żadnych bezpośrednich zarzutów? Bo ich nie lubi?

I tak dalej i temu podobne. Dlatego piszę, że Tomasz Sekielski być może wyszedł ze studia TVN, ale obawiam się, że TVN nie wyszło i nigdy nie wyjdzie z niego.

Jest jednak w tym wszystkim sprawa daleko ważniejsza. A jest nią dramat konkretnych ludzi, którzy odważyli się pokazać swoje twarze. (Sekielski pokazał prawdziwe historie, o czym świadczą słowa księży przyznających się przed kamerą do zarzucanych im czynów) Wierzę w to, że zrobili to w dobrej wierze i po to żeby uchronić innych przed swoim losem. Jesteśmy im winni szacunek i współczucie. Równie ważną sprawą, jest realny grzech w naszym Kościele. Nie wiem na ile sprawy przedstawione w dokumencie mogą być przedmiotem postępowań, z całą pewnością śledczym, prokuratorem, sędzią i katem nie powinien tu być Sekielski, ale jeśli to możliwe i nie przedawnione, wszystko powinno być wyjaśnione do kości, powinno spotkać się z odpowiednią i adekwatną karą, a także być przejrzyste dla opinii publicznej. Ja w każdym razie, pośród wszystkich tych, za których modlę się przy codziennym pacierzu, będę się modlił również za tych odważnych ludzi, którzy pomimo tego co ich spotkało, pomimo odium, które chcąc nie chcąc (jeden z panów opowiada jak żona mu powiedziała, ze się nim brzydzi) otwarcie o wszystkim opowiedzieli, będę się modlił również za nich.

I teraz pytanie, co dalej? I tutaj weźcie pod uwagę to, że jestem tylko prostym parafianinem, niedoskonałym, grzesznym, chwiejnym i wiecznie poszukującym. Nie ode mnie to będzie zależało i nikt nie musi brać pod uwagę mojej opinii w tej sprawie. Wydaje mi się jednak, że pomimo, że tak cynicznie wykorzystywana przez wrogów Kościoła sprawa przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich, jako realny i odrażający grzech ludzi Kościoła, może się stać punktem zwrotnym, po którym powinno nastąpić oczyszczenie (w tym sensie film Sekielskiego, być może pomimo jego starań, nie musi być filmem antykościelnym). Nie wydaje mi się żeby Sekielski kłamał pokazując bezduszność kościelnych procedur. Takiego oczyszczenia nie dokona jednak Kościół tchórzliwy, usiłujący się porozumieć z "progresistami" na zasadzie "zobaczcie, my też jesteśmy tacy trochę postępowi, może się jakoś dogadamy i przestaniecie nas tak atakować?", ale musi to być Kościół odważny i twardo stojący na gruncie nauczania Ewangelii, choćby wbrew wszystkim "elitom" tego świata.

A poza tym Bóg Ojciec jest tam gdzie był, Jezus jest tam gdzie był, Duch Święty jest tam gdzie był. A obok nich Matka Boska. I będą po wsze czasy. A proste zasady, które sobą uosabiają, są dla nas jedynym ratunkiem. Nic nie jest w stanie tego zmienić.

Czytaj także:
Kto chce przeprowadzić w Polsce scenariusz irlandzki? Tomasz Terlikowski zapowiada najnowszy numer "Do Rzeczy"
Czytaj także:
Abp Głódź o filmie Sekielskiego: Nie oglądam byle czego

/ Źródło: Tysol.pl
/ zdą

Czytaj także

 193
  • gośćx IP
    Mt 5, 13-16 "Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie." To jest tekst, który co roku jest czytany w kościele. I nie ma co filozofować otwartością.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Paszyn.pl IP
      Co mają wspólnego wybory do PE z pedofilia w kościele katolickim? Przecież księża nie kandydują i nie uczestniczą w życiu politycznym państwa.
      A jeżeli jawnie popierają partię interesów syjonistycznych to grzeszą i nie postępują jak oczekuje tego Jezus.
      Dodaj odpowiedź 5 1
        Odpowiedzi: 0
      • Rozsądny IP
        I nie jest prawdą, że dach przeciekał zwłaszcza że w ogóle nie padało ;)
        Dobrze, że na eurpejskie wybory ta "prowokacja" a nie po bo wtedy by była z okazji wyborów prezydenckich a puźniej parlamentarnych, a potem samorządowych a potem...
        Dodaj odpowiedź 12 6
          Odpowiedzi: 1
        • rozsądny gość IP
          Są wykreślane te wątki w dyskusjach na forach - nie tylko w Do Rzeczy - które podnoszą kwestie czy  "śpiochy" pedofile realizowali zadania resortu i teraz są budzeni jako "księża" dla kompromitacji Kościoła, w zemście za to że milczał w sprawie reformy esbeckich emerytur, więc teraz "oni" przestają milczeć i przyznają się do  winy, ale jako "księża", a nie jako TW meldujący wykoananie zadania, Przecież to  nawet zabawne jak TW Franco (?) - "ks" Cybula , spowiednik TW Bolka przyznaje się do grzechu, którego normalny ksiądz z powołania boskiego , nie mógłby popełniać.
          W konkluzji -  sprawa Sekielskiego - choć nagłośniana - ma krótkie nogi, albowiem część nie zlustrowanych wymiera, część wystąpi jak ten Olejniczak, a część Sekielski zdemaskował, czyniąc swoją lustracją to czego litościwy i układny Kościół, w swej naiwności że pacta sunt servanda - nie zrobił. Bo pacta pactami a pecunii brak w kieszeniach pretorianów komunizmu -  woła o pomstę na Kościele. Jest tak jednak jak w "Jak to ze lnem było" Konopnickiej - Sekielscy i Wielgus myślą że  czynią jedno - a efekt maja odwrotny. (na marginesie i z innej strony tej samej beczki -  cy owi pajace od tęczy też zaczną udowadniać niedługo, że swastyka na grobach żydowskich to  hinduski znak słońca, który nikogo nie obraża?"
          Dodaj odpowiedź 11 1
            Odpowiedzi: 0
          • klioes vel pislamista IP
            Ujawniamy prawdę o pedofilii wśród księży! „Kler” i lewacy kłamią. To musisz przeczytać!
            Marcin Adamczyk, nczas.pl:
            W opublikowanym osiem lat temu w 1063 numerze „NCz!” artykule „Wymyślona pedofilia” niżej podpisany szczegółowo analizował tzw. aferę pedofilską, mająca podobno trapić Kościół katolicki. Na podstawie dostępnych wówczas danych doszedłem do wniosku, że „afera” ta jest tworem całkowicie medialnym, realnie nieistniejącym. Mierzony liczbą skazanych odsetek pedofilów wśród duchownych katolickich okazał się zaskakująco niski, niższy nawet niż średnia w całym społeczeństwie. Nikogo też za poplecznictwo, czyli szeroko rzekomo w Kościele praktykowane ukrywanie sprawców tego typu czynów przed świeckim wymiarem sprawiedliwości, nie skazano.

            Zwróciłem też uwagę na zadziwiający fakt, że pomimo ogromnego medialnego rozmachu tej kampanii propagandowej i gigantycznych środków w nią zainwestowanych, ani w Polsce, ani nawet w krajach, w których polowanie na kościelnych pedofilów było wtedy znacznie bardziej zaawansowane, najważniejszych, kluczowych dla oceny zagadnienia danych, czyli liczby skazanych księży w jakimś określonym przedziale czasowym, nie publikowano.
            Artykuł ten doczekał się polemiki w otoczonej we wspomnianych kręgach swoistym kultem książce „Lękajcie się”. Polemika ta była jednak nierzetelna i merytorycznie nieudolna. Po pierwsze – jej autor zaniżył liczbę księży poprzez wyłączenie z ich szeregów studiujących w seminariach kleryków, nie dokonując jednak analogicznego zabiegu dla łącznej populacji dorosłych mężczyzn, przez co odsetek skazanych księży został sztucznie zawyżony. Po drugie – krytykując mnie (acz starannie unikając przy tym wymienienia z nazwiska) za domniemane niedoszacowanie faktycznej liczby skazanych duchownych, autor „Lękajcie się”, również zaniedbał podania takiego zestawienia, gołosłownie jedynie zapewniając, że on sam „doliczył się” w Polsce 27 takich sutannowych przestępców w ciągu 10 lat. Zaraz jednak w następnym zdaniu sam siebie zdezawuował, przyznając, że dwa przypadki z tej liczby dotyczą wprawdzie księży skazanych, ale… w USA.
            Przekłamana mapa
            Trudno zrozumieć, co ich nagle skłoniło do zmiany zdania. Czy poczucie bezkarności, czy przekonanie, że nikt nie ośmieli się ich twierdzeń weryfikować, czy typowa dla humanistów pogarda dla liczb i matematyki, czy też wszystko naraz w jakiejś proporcji. Grunt jednak, że to zrobili, publikując szeroko już znaną „mapę kościelnej pedofilii”. Przyjrzyjmy się zatem uważnie tej publikacji, bo na pewno ma ona jedną bardzo ważną zaletę: nikt nie zdoła jej zarzucić, że liczbę pedofilów wśród księży stara się w jakikolwiek sposób zaniżyć.
            Mapa owa pokazuje zatem 60 „czarnych punktów” – księży skazanych za szeroko pojętą „pedofilię” w latach 2000-2018. Mogłaby owa liczba rzeczywiście, zgodnie z intencjami kartografów, wzbudzić zaniepokojenie, czy aby z tą „kościelną pedofilią” naprawdę jest coś na rzeczy. Jednak fakt, że z tą publikacją zwlekano aż tak długo, skłania do daleko posuniętego sceptycyzmu. Bardzo daleko posuniętego.
            Już po pobieżnym tylko przestudiowaniu tych przypadków odkryjemy bowiem, że aż sześciu księży (np. ks. J.U. czy „ksiądz wikary K.K.”) zostało na niej umieszczonych… dwukrotnie. Z 60 skazanych księży robi się więc 54. Posuńmy się zatem w naszym sceptycyzmie dalej i uważnie wczytajmy się w medialne opisy tych spraw. Dzięki nim dowiemy się, że siedem z nich dotyczy osób mających w momencie deliktu… ponad 15 lat. Niezależnie zatem od oceny postępowania księdza mającego przykładowo romans i dziecko z siedemnastolatką (nasz „podwójny” ksiądz wikary K.K.), w żadnym przypadku nie można tu mówić o „pedofilii”. Zostaje 47 księży-pedofilów.
            Ale i to nie do końca. W dwóch z opisywanych przypadków procesy sądowe jeszcze się, wbrew legendzie mapy („Skazani/sprawy zakończone wyrokiem”) nie zakończyły. W dwóch kolejnych wyroki nie miały żadnego związku z molestowaniem seksualnym. W jeszcze jednym skazany został… kościelny, co kojarzy się wprawdzie werbalnie z „kościołem”, ale kościelny – wbrew, być może mylącej dla humanistów, nazwie – to przecież funkcja świecka.
            Ostatecznie z pierwotnych 60 przypadków księży rzekomo skazanych w Polsce za „pedofilię” zostaje 42. Liczba kościelnych pedofilów została zatem, najzupełniej świadomie – trudno bowiem uwierzyć, że aż sześć przypadków „rozdwojenia” powstało przez zwykłą pomyłkę – zawyżona przez autorów mapy o prawie 50 procent.
            W zasadzie to, że mają oni bardzo ekonomiczny stosunek do prawdy obiektywnej i traktują ją w sposób skrajnie utylitarny, dziwić nie powinno. Rozczarowuje jednak fakt, że te manipulacje są aż tak prostackie i prymitywne, a propaganda – ciosana siekierą. Od razu widać, że humaniści przekonywać ludzi, choćby tylko jako tako rozgarniętych i myślących, nawet nie próbują, cały propagandowy wysiłek koncentrując na kaptowaniu społecznych dołów i szumowin, tak zapewne sobie „przeciętnego watykańczyka” wyobrażając i zdając sobie zapewne sprawę, że dla osiągnięcia swojego celu ilościowe poparcie wśród motłochu jest ważniejsze od ewentualnego sprzeciwu ludzi bardziej rozgarniętych, ale też mniej licznych.
            Niezależnie jednak od tych propagandowych manipulacji, nie da się ukryć, że 42 duchownych, w tym – wbrew temu, co twierdziło „Lękajcie się” – kleryk P.J. z Krakowa, faktycznie w ciągu ostatnich 19 lat zostało skazanych za szeroko pojęte (chodzi też m.in. o posiadanie i rozpowszechnianie dziecięcej pornografii) nadużycia seksualne względem dzieci. Dużo to czy mało? Jak zwykle w takich przypadkach, aby ocenić skalę danego zjawiska, należy porównać je z innym, podobnym, w tym przypadku z liczbą wszystkich wyroków z tych samych paragrafów.
            Wyimaginowana afera
            Z tych samych, to znaczy z jakich? Bezpośrednio pedofilii dotyczy art. 200 kk, ale osoby eksperymentujące z takimi chorymi skłonnościami mogą też być skazywane z artykułów ościennych – od 197 (zgwałcenie) do 204 (stręczycielstwo). Ministerstwo Sprawiedliwości podaje – niestety dopiero od 2013 roku – statystyki takich wyroków z wyszczególnieniem przypadków, w których ofiary miały mniej niż 15 lat.
            Skazani w kolejnych latach z art. 197-204 kk, jeżeli ofiary miały mniej niż 15 lat (wg MS):
            2013-755; 2014-755; 2015-752; 2016-775
            Razem: 3037; Średnio rocznie: 759,25
            Wg GUS, pełnoletnich mężczyzn jest w Polsce 15 mln. Zaś księży, zakonników i alumnów – jak informuje z kolei ISKK – 36 tys. Naturalnie obie te populacje nie są statyczne, ale stopniowo się odnawiają, w tempie ok 1,6-1,7% rocznie. Z różnych źródeł, w tym tzw. listy pedofilów, można też oszacować, że około 2% wśród skazanych stanowią kobiety. Uwzględniając te wszystkie dane, można postawić hipotezę, że o ile pedofilów wśród katolickiego kleru jest tyle samo co w reszcie tożsamej z nim wiekowo męskiej populacji, to należałoby się spodziewać, że w ciągu 19 lat wśród skazanych będzie 33,84 duchownych katolickich. Naprawdę zaś jest ich, jak już wiemy, 42. Mogłoby się wydawać, że to jednak więcej niż średnia i w związku z tym humaniści, pomimo swoich błędów i przekłamań, faktycznie mogą mieć rację i „problem kościelnej pedofilii” rzeczywiście istnieje.
            To jednak błędne przekonanie, bo nie bierze pod uwagę możliwości przypadkowych odchyłek od średniej. Miarą takiego przypadkowego rozrzutu jest wielkość zwana odchyleniem standardowym. W przypadku zdarzeń bardzo mało prawdopodobnych – a z takim właśnie mamy do czynienia – jest owo odchylenie równe w przybliżeniu pierwiastkowi kwadratowemu z wartości oczekiwanej, czyli w naszym przypadku 5,82.
            Należy jeszcze wziąć pod uwagę, że zarówno średnia (33,84), jak i odchylenie standardowe (5,82) są liczbami rzeczywistymi, a faktyczna liczba skazanych (42) jest i zawsze będzie liczbą całkowitą i ze statystycznego punktu widzenia, waha się od 41,5 do 42,5 skazanych. Rzeczywisty wynik odchyla się zatem od oczekiwanej średniej o 1,32 do 1,49 odchylenia standardowego. Jeżeli rozkład pedofilów jest zbliżony do normalnego, prawdopodobieństwo, że ta odchyłka ma charakter przypadkowy, wynosi od 6,8% do 9,4%. Jeżeli ów rozkład od normalnego odbiega – odpowiednio więcej.
            Nie ma zatem żadnych podstaw do odrzucenia naszej hipotezy, o czym można by dyskutować dopiero wtedy, gdyby owa odchyłka przekroczyła trzykrotność odchylenia standardowego. Na podstawie danych, którym nie sposób zarzucić niedoszacowania, wykazaliśmy więc, że liczba pedofilów w Kościele nie przekracza średniej dla reszty społeczeństwa. Zatem żadnej rzeczywistej, niewyimaginowanej „afery pedofilskiej” w Kościele katolickim nie ma. I nigdy nie było.
            Oczekiwania wiernych
            Przynajmniej ze społecznego punktu widzenia. Bo dla samych katolików właśnie sprawa wygląda nieco inaczej. Nieprzypadkowo w Kościele uważa się, że „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą”. Wierni mają prawo oczekiwać od swoich kapłanów, że nie będą oni tacy sami jak wszyscy, ale że będą prezentować wyższy od przeciętnego poziom moralny. Najwyraźniej, przynajmniej w przypadku pedofilii, tak jednak nie jest.
            Możliwe są dwa wytłumaczenia tego faktu. Po pierwsze – może to być złudzenie, zjawisko pozorne. Całe powyższe rozumowanie oparto przecież na założeniu, że prawdopodobieństwo schwytania i skazania duchownego pedofila jest takie samo jak pedofila świeckiego. Tak jednak wcale nie musi być. Pedofilska nagonka na Kościół trwa już od ponad ćwierć wieku i osiągnęła przynajmniej tyle, że w powszechnym przekonaniu każdy pedofil stał się księdzem, a każdy ksiądz – pedofilem.
            Stąd – zupełnie na odwrót niż uczestnicy owej nagonki głoszą – księża stali się szczególnie uważnie obserwowaną pod tym kątem grupą zawodową, w której przypadku faktyczne pojawienie się jakiegoś pedofila włącza alarm znacznie wcześniej niż w przypadku innych grup, nie tak podejrzanych. Ilustruje to zjawisko wykres przedstawiający liczbę księży skazanych w latach 2000-2018. Zaznaczono również teoretyczną średnią roczną wraz z możliwymi odchyleniami (+/- 3 odchylenia standardowe).

            Jak widać, rozkład wyroków jest mocno niesymetryczny i koncentruje się po prawej stronie wykresu z maksimum w roku 2014. Przy czym, jak można odczytać z „mapy pedofilii”, często chodzi o sprawy zadawnione, nawet sprzed kilkunastu lat. Jeżeli zatem nasze przypuszczenie o łatwiejszym od średniej chwytaniu pedofilów w sutannach jest prawdziwe, w nadchodzących latach, po „przerobieniu” wszystkich „zaległości”, powinniśmy oczekiwać dalszego spadku liczby skazywanych księży, ku zapewne narastającej wściekłości humanistów, jeżeli będą oni w stanie w ogóle merytorycznie to zjawisko zauważyć.
            Homoseksualny problem
            Pozostaje jednak inny, naprawdę niepokojący aspekt całej tej, poza nim jednym, wydumanej afery. Spośród 42 skazanych za pedofilię księży co najmniej 20 – upodobań płciowych amatorów dziecięcej pornografii bowiem nie podano – czyli prawie połowa, to homoseksualiści, podczas gdy tylko 1-3% wszystkich mężczyzn cierpi na tę przypadłość. Tak wysoka nadreprezentacja homoseksualistów wśród pedofilów jest widoczna zresztą również w środowiskach innych niż katolicki kler. I to jest rzecz, którą naprawdę hierarchowie kościelni przy projektowaniu polityki personalnej powinni wziąć pod uwagę. Albo w ogóle do wyświęcania osób o takich skłonnościach nie dopuszczać, albo przynajmniej kierować ich do zadań, w których ich ewentualne kontakty z dziećmi będą ograniczone do minimum.
            Marcin Adamczyk
            Dodaj odpowiedź 10 3
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także