KrajRadziwiłł o atakach na premiera: Chodziło nie o prawdę, ale żeby uderzyć

Radziwiłł o atakach na premiera: Chodziło nie o prawdę, ale żeby uderzyć

Konstanty Radziwiłł
Konstanty Radziwiłł / Źródło: PAP / Bartłomiej Zborowski
Dodano 83
Chodzi o zaszkodzenie samemu premierowi i Prawu i Sprawiedliwości w przededniu wyborów. Tu nie chodzi o prawdę. Tu mamy do czynienia z manipulacją i nadinterpretacją. Chodzi o to, żeby uderzyć. A najbardziej przykre, że robią to media aspirujące do miana elitarnych. Nie brukowce, ale gazety pozujące na poważne. Przecież możemy się różnić, nie zgadzać ze sobą. Ale merytorycznie, światopoglądowo. Bez tego typu brudnych chwytów – mówi portalowi DoRzeczy.pl Konstanty Radziwiłł, były minister zdrowia.

Mamy do czynienia z serią artykułów „Gazety Wyborczej” na temat kupna przez premiera Morawieckiego działki za zaniżoną cenę. Jak ocenia Pan te doniesienia?

Konstanty Radziwiłł: Pan premier Mateusz Morawiecki należy do ludzi o bardzo zacnej historii, osób, do których trudno się „przyczepić” jeżeli chodzi właśnie o jego przeszłość. Jako człowiek bardzo młody działał w podziemiu, już jako licealista doznał krzywd i prześladowań. Działał aktywnie w Solidarności Walczącej, Służba Bezpieczeństwa wielokrotnie go prześladowała. A potem Mateusz Morawiecki jest przykładem młodego ambitnego człowieka, który wykorzystuje możliwości wynikające z transformacji. Co ważne – wykorzystuje je w sposób właściwy.

Co to znaczy?

To znaczy, że korzysta z możliwości wyjazdu za granicę – co było wcześniej w sferze najwyżej marzeń, zdobywa doświadczenie w instytucjach finansowych, osiąga sukces. Ale mimo, że mógłby zostać na Zachodzie wraca do Polski. Jego wiedza jest dla kraju bezcenna nawet gdy wykorzystuje się jedynie w prywatnym biznesie. Potem jest historia sukcesu, zdobytego po prostu ciężką pracą. Pamiętajmy, że Mateusz Morawiecki pracował dla banku zagranicznego. Gdyby gdzieś po drodze kleiły mu się ręce, kariery by nie zrobił. Można powiedzieć, że ta historia sukcesu jest z jednej strony sukcesem pokoleniowo polskim, a jest to też historia sukcesu osobistego. I po osiągnięciu tego sukcesu Mateusz Morawiecki jest w stanie zrezygnować z osobistych korzyści, wielomilionowych. Zwróćmy uwagę na to, że mógł kontynuować karierę i pracować dalej w jednej z największych na świecie firm z sektora finansowanego. Jednak on jakby wraca do źródeł, czyli do działalności publicznej. Niedostrzeganie tego, że jest to też pewien wybór symboliczny świadczy o złej woli. Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać.

Jaka?

Mateusz Morawiecki jako prezes banku zawsze pamiętał czy to o inicjatywach patriotycznych, czy o wsparciu dla młodych ludzi. Nie zapominał o tym. Wreszcie sprawa, o której może niezręcznie mówić, ale w mediach temat się „wysypał”. Chodzi o adoptowanie dzieci. To wspaniała sprawa, że premier dał tym dzieciom miłość, nowy dom. A czynienie zarzutu z tego, że ktoś potrafi zdobyć sukces nie po plecach innych, ale dzięki ciężkiej uczciwej pracy, jest niegodziwe. Robienie zarzutu z tego, że rodzina jest nietypowa, jest skandalem. Bo rodzina jest nietypowa, ale właśnie dzięki temu wspaniała, bo dali miłość i dom dzieciom, a jednocześnie osiągnęli sukces finansowy. Jak słyszymy te zarzuty, to po prostu opadają ręce.

Premier jest jednak krytykowany. Jak odnosi się Pan do konkretnych zarzutów?

Problem w tym, że większość z nich to niedopowiedzenia, nie mające pokrycia w faktach. Chodzi o zaszkodzenie samemu premierowi i Prawu i Sprawiedliwości w przededniu wyborów. Tu nie chodzi o prawdę. Tu mamy do czynienia z manipulacją i nadinterpretacją. Chodzi o to, żeby uderzyć. A najbardziej przykre, że robią to media aspirujące do miana elitarnych. Nie brukowce, ale gazety pozujące na poważne. Przecież możemy się różnić, nie zgadzać ze sobą. Ale merytorycznie, światopoglądowo. Bez tego typu brudnych chwytów. Moim zdaniem Mateusz Morawiecki to nie tylko, sprawny, kompetentny polityk ale przede wszystkim pod każdym względem porządny człowiek.

Czytaj także:
Prawnik Morawieckich: W najbliższych dniach pozew przeciwko wydawcy "Wyborczej"

/ pha

Czytaj także

 83
  • trupek IP
    Chodzi o to, że to wojna ostateczna - ostatniej szansy. Potem przejdą do partyzantki, co może być boleśniejsze i bez reguł w ogóle. Myślę, że prawdziwą eskalację paszkwili będziemy mieki przed wyborami parlamentarnymi. Paliwa wypracowanego zabraknie, to będzie na prawdę nie czysto. I być może pojawią się zupełnie, w skali światowej, nowr sztuczki. Myślę, że będzie kolejna, ostatnia próba puczu przed jesienią. I być może pod nieobecność większości posłów. Być może poświęcą życia istotnych osób. Trzeba uważać. Do kolejnych wyborów nie będzie ofpoczynku.
    Dodaj odpowiedź 1 1
      Odpowiedzi: 0
    • Gregory IP
      Radziwiłł to bystry szybko myślący człowiek z dużą wiedzą nie dający sobie w kaszę dmuchać.
      Dodaj odpowiedź 3 2
        Odpowiedzi: 0
      • ytrewd IP
        GW to stan umysłu ... Oni nie mają żadnych świętości więc kłamią jak tylko się da , bo cel uświęca środki ...
        Dodaj odpowiedź 5 2
          Odpowiedzi: 0
        • kulawa ciota z CIEMNOGRODZKIEJ JaroZbaw IP
          List Giertycha do Morawieckiego

          Drogi Panie Mateuszu! Serce mi się kraje jak widzę jak Pan zaatakowany przez wrogów polskości, dobra, piękna etc.etc.etc. musi się tłumaczyć z tych drobnych kilkudziesięciu milionów, które się Panu po prostu należały. Nie wiem jednak czy Pańskie wyjaśnienia wystarczą, tym bardziej, że są dość osobliwe i niespójne. Dlatego mimo kilkumiesięcznej przerwy w poradach (bez tych rad niech Pan przyzna: krucho z Wami, ale nie mogłem radzić w sprawach, które sam prowadziłem:)) postanowiłem trochę Panu pomóc. Nie może Pan drogi panie Mateuszu jednocześnie deklarować pozywania Gazety Wyborczej i oddania przytulonych milionów. To się nie trzyma kupy. No bo jak Pan ciężko zapracował na swoje miliony, to za co pozywać GW? Toż przecież gdzie tu naruszenie dóbr osobistych, skoro ktoś opisuje Pana zaradność i heroiczną pracę? A jeżeli pieniądze zarobione są uczciwie, to dlaczego Pan je oddaje? Zapracował Pan, zapłacił podatki, to dlaczego miałby Pan oddać? Nie, panie premierze, trzeba zmienić narrację, bo ta jest do bani. Musi powiedzieć Pan wprost: zawsze chciałem mieć tyle pieniędzy ile każdy uczciwy Polak. A wiadomo, że najuczciwszy jest Jarosław Kaczyński. Fundacja, która jest de facto własnością naszego Umiłowanego Przywódcy, jest warta ponad 100 milionów. To i Pan chciał dorównać, aby nie być uznanym za nieudacznika. I tu trzeba opisać jak to się stało, że Pan kupił ziemię i milionerem został.

          Proponuję zrobić to tak. Pewnego razu, gdy zbierał Pan sobie dziko rosnące mirabelki (aby kompot nagotować cierpki) przejeżdżał na rowerze polną drogą ksiądz proboszcz. Pan zdjął czapkę i powiedział: niech będzie pochwalony! Na co proboszcz zatrzymał się i zapytał: a co robisz dobry człowieku? Pan mu na to: mirabelki zbieram proszę księdza proboszcza, aby kompot cierpki nawarzyć. Na to proboszcz mówi: a nie zechciałbyś drogi poczciwcze zakupić tej oto ziemi, która tak hojnie obdarza nas mirabelkami i innym dobrem, a potem zostać rolnikiem, aby jeść płody ziemi uprawianej własnymi rękoma? Tanio Ci człowieku sprzedam, rzecze proboszcz, bo cię po prostu polubiłem, za pokorę i prawdomówność, które na twej twarzy jaśnieją wraz z innymi cnotami. Na to Pan z radością pocałował dłoń dobrodzieja i zadeklarował, że kupi teren. Po zakupie, gdy już miał Pan porzucić pracę u obcego kapitału (którym się Pan brzydził) i zostać rolnikiem, dowiedział się Pan zupełnie przypadkiem, że ziemia będzie przekształcona i jej wartość pozwoli Panu nie tylko mirabelki do końca życia z lubością spożywać, ale i mały bank założyć. No i jak się Pan już zorientował, że proboszcz Panu taką bonanzę sprzedał, to Pan go do dzisiaj we wdzięcznej pamięci trzyma, a to, że mianował go Pan generałem, to związku z tym nie ma, ale jest wyrazem uznania dla tego, że zna się dawny proboszcz, a obecny generał, na ludziach.

          I tak Panie Mateuszu dochodzimy do istoty Pana problemu. Przecież to nie ma znaczenia co ludzie o tym Pana wzbogaceniu myślą. Największy problem w tym, że Prezes poczuł się osobiście dotknięty i stwierdził, że trzeba "zweryfikować fakty" (pewnie nie chce, aby go Pan na liście najbogatszych Polaków przeskoczył). To zabrzmiało jak wyrok. Normalnie, gdy wróg atakuje to każda wataha zwiera szeregi, a tutaj taka zdrada. To oczywiste, że zaraz po wyborach europejskich Pana wymienią.
          Panie Mateuszu kochany! Musi się Pan bronić. Mam dla Pana jedną radę, która może Pana przed nieszczęściem uchronić (a wielkim Pana zwolennikiem jestem, gdyż nadzieję ogromną w Panu pokładam w kontekście jesiennych wyborów). Niech Pan pójdzie do Prezesa i powie: jak Ty tak, to ja choćby na cztery tygodnie, zanim mnie odwołasz, powołam na Prokuratora Generalnego Dubois albo Giertycha (nie mówię, żeby któryś z nas się zgodził współpracować z Panem, ale JK może tego nie wiedzieć). I wówczas, mu Pan dalej powie: zobaczysz co to znaczy "weryfikować fakty". Jak to Pan będzie mówił, proszę w ręku trzymać kopertę (nic Go ponoć bardziej nie wyprowadza z równowagi). Zapewniam Pana, że po takim zagajeniu, przyjaźni między Wami już nie będzie, ale premierem Pan zostanie do listopada.

          Zawsze Panu życzliwy, Roman Giertych

          PS A, jeszcze bym zapomniał. Na następnym wiecu wyborczym proszę oskarżyć polityków Koalicji Europejskiej, że się uwłaszczyli. A przykłady? Jak zawsze. Ośmiorniczki i zegarek Nowaka.
          Dodaj odpowiedź 9 4
            Odpowiedzi: 1
          • badseeds IP
            Meczy mnie jedna rzecz. Czy wy, wyznawcy PiS naprawde nei macie zadnych watpliwosci? Nic was w tej sprawie nie niepokoi? Powaznie jestescie tak przezarci miloscia do swojej partii, ze nie widzicie niczego dziwnego w calej tej sytuacji? Przepisywanie majatku na zone, konflikt interesu w okrsie spraowania mandatu radnego itd.
            Dodaj odpowiedź 10 6
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także