KrajDr hab. Michał Zembala: Polska kardiochirurgia to poziom światowy, brakuje personelu

Dr hab. Michał Zembala: Polska kardiochirurgia to poziom światowy, brakuje personelu

dr hab. n. med. Michał Zembala – kardiochirurg, kierownik i koordynator Oddziału Kardiochirurgii w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
dr hab. n. med. Michał Zembala – kardiochirurg, kierownik i koordynator Oddziału Kardiochirurgii w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. / Źródło: Irek Dorozanski / Forum
Dodano 10
Jak dziś czuje się pacjent, który miał pierwszy raz w Polsce przeszczepione sztuczne serce i jakie są szanse na spełnienie marzenia prof. Zbigniewa Religi o polskim sztucznym sercu? O transplantacjach serca i  wszczepianiu sztucznych komór, o sukcesach (i problemach) polskiej kardiochirurgii - dr hab. Michał Zembala, którego zespół wszczepił w Polsce pierwsze sztuczne serce.

Niedawno minęły 34 lata od pierwszej udanej transplantacji serca, dokonanej przez prof. Zbigniewa Religę. Jak wiele takich zabiegów wykonuje się dziś w Polsce?

Około 140-150 zabiegów rocznie; chciałoby się wykonywać ich więcej, gdyż więcej osób można byłoby w ten sposób uratować. Problemem jest jednak to, że coraz mniej dawców jest zgłaszanych do przeszczepów. W ubiegłym roku w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu wykonaliśmy 76 transplantacji serca, teraz, do połowy listopada, 62 transplantacje, tak więc w tym roku niestety będzie ich mniej.

Dlaczego jest mniej dawców? Rodziny nie zgadzają się na oddanie narządów do transplantacji?

Nie, przyczyna jest nieco inna. Pan Marek Biskup, który niedawno miał wykonany u nas przeszczep płuc, a zawodowo zajmuje się badaniami opinii społecznej, postanowił uważniej przyjrzeć się problemem dawstwa narządów. Z nieopublikowanych jeszcze badań, o których wspominał niedawno podczas konferencji, wynika, że problem zmniejszania się liczby dawców w największym stopniu leży po stronie lekarzy i administracji szpitali.

Czyli nie jest to brak domniemanej zgody czy zgody rodziny, o czym zwykle się mówi?

Wyniki przeprowadzonych przez niego badań były zaskakujące. Okazało się, że większość osób za życia zgadza się na pobranie narządów po śmierci w celu ratowania innych osób; zwykle zgadza się też rodzina. Jednak w proces dawstwa musi być zaangażowana część personelu oddziału intensywnej terapii; pielęgniarki, lekarze, koordynator transplantacji. Czasem te osoby nie mają wparcia ze strony administracji szpitala, która często nie widzi w tym finansowej korzyści dla szpitala. Na pewno trzeba by było podjąć kroki, żeby to zmienić.

Z jakich powodów serce staje się tak niewydolne, że trzeba je przeszczepić? To prawda, że najczęściej są to powikłania po grypie?

Powodów, dlaczego serce należy przeszczepić, jest kilkadziesiąt, jednak najważniejsze są dwa. Pierwszy to rozległe uszkodzenia serca po zawale serca (ta grupa chorych jest najliczniejsza). Druga to powikłania po wirusowym zapaleniu wsierdzia: wcześniej ci chorzy mieli bardzo rozległy proces zapalny, być może również spowodowany grypą, w wyniku czego mięsień sercowy uległ całkowitemu zniszczeniu.

Skoro brakuje organów, to pojawia się pytanie, co można wszczepić w zamian? Pana zespół przeprowadził w ubiegłym roku pierwszą w Polsce operację przeszczepienia sztucznego serca (TAH, total artificial heart). Co to jest sztuczne serce? Czy ono pracuje tak samo jak prawdziwe?

Nasze własne serce trudno na stałe zastąpić, choć technologia wspomagania jego pracy serca jest dziś już bardzo mocno zaawansowana. Postęp, jaki dokonał się w ostatnich 5-10 latach, jest nieprawdopodobny. Mamy dziś do dyspozycji urządzenia, które są w stanie wspomóc lub zastąpić lewą komorę serca (z prawą sprawa jest dużo trudniejsza). Gdy musimy zastąpić prawą i lewą komorę, potrzebne jest sztuczne serce, które tak naprawdę jest dwiema sztucznymi komorami: prawą i lewą. Urządzenie, które wszczepialiśmy, jest już można powiedzieć dosyć „stare”, jak na obecne czasy, ale na dziś jedyne dostępne. Pozwala pacjentom bardzo ciężko chorym przeżyć i doczekać do transplantacji serca.

Jak dziś czuje się pierwszy polski pacjent, któremu Pana zespół wszczepił sztuczne serce?

Pan Mirosław miał wszczepione sztuczne serce w lipcu ubiegłego roku. Dzięki niemu doczekał do transplantacji, którą miał równo rok temu, w listopadzie. Dziś jest w domu, czuje się dobrze. Oczywiście, po transplantacji trzeba przyjmować leki zapobiegające odrzutowi, które osłabiają układ odpornościowy, dlatego pacjenci są też narażeni na infekcje. Jednak życie po przeszczepie jest zdecydowanie lepsze niż z niewydolnym sercem czy pompami.
Sztuczne serce jest zawsze „pomostem” do transplantacji, jeśli nie można jej od razu wykonać. W USA i Europie Zachodniej czasem wszczepia się też docelowo sztuczne komory serca pacjentom, którzy mają trwałe przeciwwskazania do przeszczepu, np. z powodu wieku. W Polsce ta forma terapii jest, jak na razie. nierozpoznawalna przez Ministerstwo Zdrowia i NFZ.

Nierozpoznawalna, czyli niepłacona?

Tak; środowisko kardiologów i kardiochirurgów dąży do tego, by także w Polsce te terapie były wykonywane częściej. Nowe badania pokazują, że jakość życia pacjentów, którym wszczepiono sztuczną komorę serca, w pierwszych 3-4 latach jest praktycznie taka sama jak osób po transplantacji serca. Potem już jest gorzej, dlatego jeśli to tylko możliwe, lepiej przeszczepić serce.

Jak żyje się ze sztuczną komorą? Można iść na spacer? Pokazywał Pan zdjęcia, na którym jeden z pacjentów był w górach…

Pacjenci szybko przyzwyczajają się do wszczepionych urządzeń. Oczywiście, jest to życie z pewnymi obostrzeniami, np. nie można iść na basen, bo z ciała wystaje kabel zasilający urządzenie prądem. Trzeba pamiętać o naładowaniu baterii, ich wymianie. Jednak poza tym te osoby prowadzą życie, jak każdy z nas. To często młode osoby, czasem pokazują swoje zdjęcia na Facebooku. Trudno rozpoznać, że są tak chore, że musiały mieć wszczepioną sztuczną komorę serca.

Polskie sztuczne serce było marzeniem prof. Zbigniewa Religi. Czy jest szansa, że uda się je w Polsce skonstruować?

Fundacja Rozwoju Kardiochirurgii im. Zbigniewa Religi i zespół prof. Zbigniewa Nawrata, prof. Romualda Cichonia i Romana Kustosza, przez ostatnie 10-15 lat wkładali duży wysiłek, by takie urządzenie stworzyć. Wielu chorych zostało uratowanych dzięki polskim sztucznym komorom serca. Obecnie Fundacja pracuje nad urządzeniem, które również byłoby wszczepialne, jednak całkowicie schowane do klatki piersiowej, czyli nie byłoby na zewnątrz kabli podłączonych do baterii. Testy nowego urządzenia są już mocno zaawansowane, dlatego mam ogromną nadzieję, że polskie sztuczne serce powstanie. Polacy zawsze mieli pomysły i smykałkę do rozwiązań technologicznych, wierzę, że uda się te projekty przekuć w realny sukces: na skalę światową.

Czy polska kardiochirurgia jest dziś na światowym poziomie?

Nie mam co do tego cienia wątpliwości. Nie ma takiego zabiegu, którego nie można by wykonać w Polsce. Jedynie, co nas limituje, to dostępność do wysoko kosztowych procedur. Moglibyśmy wykonywać więcej zabiegów wysoko specjalistycznych, ograniczają nas jednak dwa czynniki. Pierwszy to finansowanie; jednak trzeba powiedzieć, że wysoko specjalistyczne procedury są bardzo drogie - sam koszt sztucznych komór to ok. 400 tys. zł. Być może nie stać nas jeszcze na to, by w pełnym wymiarze oferować bardzo drogie procedury. W Polsce wykonujemy jednak niemal 80 takich zabiegów rocznie; to poziom Holandii, Belgii, Portugalii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii. W Niemczech przeprowadza się więcej tych zabiegów, jednak tam są one finansowane także z prywatnych ubezpieczeń. Myślę jednak, że za kilka lat sytuacja w Polsce też bardzo się zmieni.
Drugi problem w Polsce to brak wyspecjalizowanej kadry lekarskiej, szczególnie anestezjologów i pielęgniarek.

Brakuje personelu?

Nie jesteśmy w stanie uruchomić więcej sal operacyjnych, gdyż brakuje nam kadry. Wtórnie niestety przełoży się to na wydłużenie kolejek. To nie jest tak, że anestezjologów nagle zabrakło; oczywiście, niektórzy wyjechali za granicę, jednak wielu zdecydowało się na pracę w placówkach prywatnych z uwagi na wyższe płace. Znieczulają do zabiegów mniej skomplikowanych. To można zmienić.

Pracuje Pan w ośrodku, gdzie prof. Zbigniew Religa pierwszy raz przeszczepił serce, gdzie do tej pory pracuje prof. Marian Zembala, również sława polskiej kardiochirurgii. Pan też już ma na koncie sukcesy, jak pierwsze wszczepienie sztucznego serca. A jakie są Pana marzenia zawodowe?

Praca w ośrodku, który stworzył prof. Religa, jest niezmierną nobilitacją. To, co udało mu się zrobić w tych trudnych czasach, było niesamowite. Skromny człowiek, który miał niezwykłą wizję, potrafił pociągnąć za sobą ludzi. Mimo że nie mieli nic, stworzyli naprawdę coś wyjątkowego.
Czasem mam wrażenie, że dziś ludzie mają wszystko, a czasem brakuje im energii do działania, chęci przełamania konwenansów, pragnienia, by być lepszym. Czas, kiedy myślałem tylko o tym, żeby dorównać ojcu, już minął; nie sposób dorównać tym kamieniom milowym, które on osiągnął. Widzę swoją rolę jako kontynuator prof. Zbigniewa Religi, prof. Andrzeja Bochenka, prof. Mariana Zembali; chciałbym utrzymać jakość i renomę ośrodka, rozwijając nowe technologie - przy zadowoleniu ludzi, którzy tu pracują. A zawodowe marzenie? Żeby ludzie, którymi miałem przywilej kierować tu w klinice, mieli poczucie, że stworzyliśmy zespół, który się wspierał, był sobie życzliwy i dzięki temu zaszedł daleko.

I który uratował i uratuje jeszcze życie wielu osób…

Rozwijamy program transplantacji serca, wszczepiania sztucznych komór, przed nami jednoczesne przeszczepy serca i płuc. Chciałbym, żeby udało mi się stworzyć dobrze funkcjonujący zespół, który będzie miał poczucie, że razem może osiągnąć więcej.

Dr hab. n. med. Michał Zembala, kardiochirurg, kierownik i koordynator Oddziału Kardiochirurgii w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 47/2019
Artykuł został opublikowany w 47/2019 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ kpi

Czytaj także

 10

Czytaj także