KrajWrzesień 1939 – alternatywy dla katastrofy

Wrzesień 1939 – alternatywy dla katastrofy

Rafał A. Ziemkiewicz
Rafał A. Ziemkiewicz / Źródło: PAP / Arek Markowicz
Dodano 166
Zacznę od anegdoty.

Nie tak dawno jedna z naszych instytucji publicznych, powołanych do kultywowania pamięci historycznej, zamieściła w swoim internetowym kalendarium wpis, odnotowujący, że tego dnia 99 lat temu Józef Piłsudski złożył na ręce premiera Witosa rezygnacje z funkcji wodza naczelnego, po czym w przeddzień nadchodzącej Bitwy Warszawskiej opuścił sztab i udał się na spotkanie z rodziną. Kilka godzin później do pracownika odpowiedzialnego za internetowe kalendarium zadzwonił spanikowany szef, mówiąc, że od rana bombardowany jest interwencjami z najwyższego szczebla, bo jego instytucja rozpowszechnia antypolską propagandę, szkodzi polskiej racji stanu, godzi w sojusze i tak dalej. Pracownika przed zwolnieniem ocaliło kalendarium życia Wielkiego Marszałka, Ojcowskiego Wskrzesiciela i Przywódcy Narodu Polskiego autorstwa Wacława Jędrzejewicza – bo nawet ten najbardziej fanatycznie oddany Piłsudskiemu wyznawca i hagiograf ten oczywisty fakt historyczny odnotował.

Niemniej, pracownikowi polecono wpis, tak bardzo nie licujący z pompowanym dziś ponownie kultem Marszałka, usunąć – jak to ujął jego szef: „dla świętego spokoju”.

Oto, proszę państwa, stan naszej debaty publicznej i stan naszego rozumienia historii. „Pedagogikę wstydu” rządów szeroko rozumianej formacji Okrągłego Stołu zastąpiła historyczna tromtadracja i budowanie na siłę jedynie słusznej wizji, zaczerpniętej bardziej z poetyckich wizji Mickiewicza i Słowackiego, niż z badań historycznych. Niekiedy przybierająca już formy haniebne, by przypomnieć zniszczenie konkursu na Książkę Historyczną Roku pod tym pretekstem, jakoby nominowane przez czytelników książki – współczesna Piotra Zychowicza oraz przedwojenna, skonfiskowana wtedy przez sanacyjną cenzurę, Stanisława Studnickiego, „szkodziły polskiej racji stanu”.

W tej sytuacji dyskusja o polityce sanacyjnych rządów II RP i o zagładzie niepodległej Polski w roku 1939 staje się wyzwaniem. Ale właśnie dlatego, tym usilniej trzeba przebijać się do Polaków z objaśnieniem ich własnej historii, w imię znanej zasady, że historia fałszywa jest matką fałszywej polityki. I – nie wdając się w szczegóły co do fałszywości i błędów polityki dzisiejszej, ani tego, w jakim stopniu wynika ona z zafascynowania elit obecnej władzy fałszywą historią międzywojnia – tego chciałbym się tu trzymać, polemizując z podstawowymi tezami historycznych brązowników.

Zasadniczą ich tezą jest, że wszystko, co się stało, stać się musiało, i to w taki właśnie sposób, w jaki się stało. Na obronę tego aksjomatu – oprócz rozmaitych nacisków poprzez wyższe instancje, o których wspominałem na wstępie – ukuto argument, którym brązownicy posługują się niczym młotem: „chcielibyście, żebyśmy weszli w przymierze z Hitlerem”?

Ta demagogia skutecznie odrywa dyskusję od historycznego konkretu, bowiem odwołuje się do tego, co o Hitlerze i skutkach jego polityki wiemy dzisiaj, do wszystkiego, co zrobił on po roku 1939. Przy założeniu, że Hitler postępowałby dokładnie tak samo w każdym wariancie rozwoju wypadków, nawet wtedy, gdyby zareagowano na jego żądania zupełnie inaczej.

To jest pisanie o historii pod potrzeby propagandowe, szukanie w niej post factum uzasadnień potrzebnych bieżącej polityce. Jeśli jednak nie chodzi tylko o czynienie z historii młota na przeciwników, ale o jej zrozumienie, to jedynym możliwym postępowaniem jest analizowanie wydarzeń pod kątem tej wiedzy, jaką dysponowali ich uczestnicy.

Argument „nic innego nie mogliśmy zrobić, bo przecież nie mogliśmy wejść w sojusz z Hitlerem” jest argumentem, przepraszam, debilnym, bo przecież my – państwo polskie, rządzone przez Sanację – w sojusz z Hitlerem weszliśmy. „Polska postanowiła pełnić rolę szakala przy niemieckim lwie”, pisał o naszej polityce w roku 1938 amerykański tygodnik „Life” i oddawał dokładnie to, co o Polsce ówczesnej uważano. Za swego strategicznego sojusznika uważał nas sam Hitler – po świetniej udokumentowanej książce Krzysztofa Raka chyba szkoda już tracić czas na dalsze udowadnianie tego. Tak samo uważał Stalin – czego dowodem jego omawiane m.in. przez Marka Sołonina plany wojenne, w których do roku 1939 zakładano obronę przed wspólnym uderzeniem wojsk polskich i niemieckich. Nie inaczej odczytywano polskie postępowanie w stolicach zachodnioeuropejskich.

Punktem przełomowym, brzemiennym w skutki, nie było, jak sugerują zajadli krytycy Piotra Zychowicza, to, że nie zawarliśmy sojuszu z Hitlerem – ale to, że ten sojusz w kwietniu 1939 roku wymówiliśmy na rzecz sojuszu z Wielką Brytanią.

Tu oczywiście trzeba stoczyć bój z tymi, którzy stanowczo i z wielkim oburzeniem twierdzić będą, że żadnego sojuszu nigdy nie było, że Polska żadnych porozumień z Hitlerem nie zawierała, przeciwnie, starał się przecież o trzymanie równego dystansu wobec obu potężnych sąsiadów – a wkroczenie na Zaolzie nie było umówione z Niemcami, nawet przeciwnie, zdezorganizowało ich plany.

Prawda jest taka: w swoim subiektywnym przekonaniu Beck i inni sanatorzy istotnie żadnego sojuszu z Hitlerem nie zawarli. Po prostu do pewnego momentu milcząco godzili się na jego podboje, w błogim przekonaniu, że „na razie” jego polityczne chuligaństwo sprzyja naszemu nadrzędnemu interesowi jakim jest umacnianie polskiej mocarstwowości. Zwracam uwagę – umacnianie mocarstwowości, nie jej budowa. W przekonaniu Rydza i Becka Polska mocarstwem już wtedy była, propaganda uparcie nazywała przecież „twórcą polskiej mocarstwowości” marszałka Piłsudskiego.

Na Hitlera patrzyliśmy więc właśnie z pozycji mocarstwowych. Jak na drobnego rozrabiakę, którego kolejne podboje obiektywnie działają na naszą korzyść. Ze świadomością, że to „na razie” kiedyś się skończy, ale i ze spokojem, że wtedy bez większego trudu damy mu nauczkę i pokażemy właściwe miejsce.

W źródłach z epoki – nie zaliczam do nich „fryzowanych” już po wojnie pamiętników, pisanych ze świadomością skutków tej bezmyślnej polityki – widać, że polityka Becka oparta była całkowicie na urojeniach. Po pierwsze, na poczuciu własnej potęgi i przekonaniu, że ewentualna konfrontacja zbrojna z Niemcami, nawet bez pomocy żadnych sojuszników, skończy się naszym zwycięstwem. Po drugie zaś, na przekonaniu, że ZSSR jest państwem nie tylko nieagresywnym, ale wręcz do agresji niezdolnym, więcej, bezsilnym i chylącym się ku upadkowi, ze strony którego żadne zagrożenie nie jest w ogóle możliwe. Te dwa założenia kazały Beckowi konsekwentnie ignorować wszystkie próby zmontowania niemożliwej bez Polski koalicji, mającej powstrzymać niemieckie dążenie do rozmontowania ładu Wersalskiego. Co oczywiście w świecie, kierującym się w polityce racjonalnością, odbierane było jako dowód, że Polska wybrała rolę sojusznika Hitlera i przyszłego uczestnika rysującej się już wtedy „osi”.

Istniała więc głęboka rozbieżność między tym, jak definiowała swoją politykę ówczesna polska władza, a tym, jak politykę tę odbierali wszyscy inni. U jej podstaw leżało poczucie całkowitego braku zagrożenia dla polskiej państwowości, przeciwnie, nadzieja na pożywienie się przy okazji niemieckich awantur – tu w pełni zgadzam się z argumentami prof. Grzegorza Górskiego, że celem Becka był rozbiór Słowacji i uzyskanie przez to połączenia ze sprzymierzonymi Węgrami, co więcej, że podczas wizyty w Berchtesgaden Hitler złożył mu ustnie jakieś obietnice co do tego, i to właśnie złamanie tych obietnic w marcu 1939 było przyczyną politycznego zwrotu ku Wielkiej Brytanii, nie zaś Gdańsk, który i tak w roku 1940 nieuchronnie przeszedłby pod władzę nazistów i wróciłby do Niemiec.

Napisałem w swojej książce, że tym, co zadecydowało o wybuchu wojny, nie było polskie „nie”, ale czeskie i słowackie „tak”. To właśnie zajęcie najpierw Sudetów, a potem de facto całej Czechosłowacji uczyniło wojnę nieuchronną. Wszyscy uczestnicy gry spodziewali się konfrontacji około roku 1942, bo potencjał Niemiec rósł w takim tempie, że wtedy dopiero mogły stać się zdolne do agresji. Zajęcie Czechosłowacji zwiększyło ten potencjał skokowo o około jedną trzecią, sprawiając, że Hitler był w stanie zacząć wojnę niemal natychmiast. Zasilił się nie tylko gotową bronią, zdobył także niezwykle rozbudowany przemysł zbrojeniowy. Na dodatek Polska otoczono została z trzech stron – i o ile wcześniej można było marzyć o sukcesie w walce z Niemcami, choć i wtedy pod warunkiem bierności ZSSR i co najmniej biernej pomocy Zachodu, to od tego momentu konfrontacja z Niemcami musiała się skończyć katastrofą państwa polskiego. Nawet, gdyby nie zawarto paktu Ribbentrop – Mołotow.

Polityka polska lat trzydziestych, gdyby, jak dziś się twierdzi, prowadzona była w poczuciu zagrożenia ze strony Niemiec, musiałaby uwzględnić łatwy do przewidzenia fakt, że jeśli Niemcy zajmą Sudety, to będą mogli zając i całą Czechosłowację – a jeśli zajmą Czechosłowację, to Polska siłą rzeczy przestanie być dla nich partnerem, będzie się musiała stać albo wasalem, albo ofiarą. Zachodowi wydawało się to oczywiste, dlatego zanim skapitulował w Monachium, nie tyle przed Hitlerem, co przed własnymi histerycznie pacyfistycznymi wyborcami, próbował skierować Polskę na zbieżny z czeskim kurs antyniemiecki. Rydz Śmigły uznał wówczas, że Francja chce załatwić sprawę naszymi rękami, a sama nie ruszy się zza linii Maginota, i wszelkie projekty współpracy w obronie Czechosłowacji odrzucił – a Beck uległ mirażowi wykorzystania okazji do zajęcia Słowacji.

Tak zaprzepaszczono najbardziej korzystną alternatywę dla katastrofy. Udzielenie pomocy Czechosłowacji było wtedy, mimo istniejących sporów z Pragą, możliwe. Polskie społeczeństwo nie zbuntowałoby się przeciwko temu, co prawdopodobnie miałoby miejsce w wypadku rozważanego przez Zychowicza „paktu Ribbentrop – Beck”. Możliwe było jeszcze prowadzenie wraz z Czechami i Słowakami w miarę równorzędnej walki z Niemcami, zwłaszcza przy materiałowym wsparciu Zachodu. Skądinąd wiemy dziś, że istniał wówczas w Niemczech spisek generałów zdeterminowanych, by odsunąć Hitlera od władzy, gdyby ten rozpoczął wojnę, ocenianą przez nich jako dalece przedwczesną, szaleńczą awanturę nie do wygrania.

Urojenie mocarstwowe i zaprzepaszczenie możliwości nie dopuszczenia do Monachium postawiło nad na drodze bez wejścia, w której istniała już tylko „diabelska alternatywa”: przyjąć warunki Hitlera jako nierównorzędny sojusznik albo zginąć w beznadziejnej walce. I tu jednak skutki ewentualnego ustąpienia Niemcom zależałyby od tego, w którym momencie by to nastąpiło.

Jeśli odrzucilibyśmy ofertę Wielkiej Brytanii i przyjęli ultimatum Ribbentropa, Polska w pierwszej chwili traciła niewiele – samodzielność polityki zagranicznej i Gdańsk, w którym i tak nasze prawa były symboliczne, ale zachowywała siłę wojskową i zyskiwała czas. Oczywiście, gdyby Niemcy wygrały wojnę z Francją – od której zamierzał Hitler zacząć – Polska byłaby stopniowo spychana do roli coraz bardziej wobec Niemiec zależnej kolonii. Warto jednak pamiętać, że błyskotliwy plan uderzenia pancernego przez Ardeny, który dał Hitlerowi triumf w 1940, jesienią 1939 jeszcze nie istniał i Niemcy, niezdolne do innej wojny niż błyskawiczna, mogłyby wykrwawić się na linii Maginota, a klauzula wzajemności w proponowanym pakcie sojuszniczym, której Hitler nie uszanował wobec Włoch więc na pewno nie uszanowałby i w stosunkach z Polską, dałaby nam formalną podstawę do wypowiedzenia sojuszu w odpowiedniej dla nas chwili. Z drugiej strony, realne byłoby w takim wariancie zagrożenie inspirowanym przez Anglię antysanacyjnym przewrotem i zmianą rządu na taki, który pchnąłby Polskę do samobójczej wojny z Niemcami – tak, jak stało się to potem w Jugosławii.

Natomiast w chwili zawarcia sojuszu Berlina z Moskwą możliwości gry spadły do minimum i jedyną racjonalną reakcją pozostawało już tylko przyjęcie niemieckiego protektoratu na wzór Czech i Moraw. Mimo wszystko, byłoby to mniejszym złem, niż zagłada państwa polskiego w kilkanaście dni, przypieczętowana milczącym zaakceptowaniem przez upadającą Sanację podboju sowieckiego, który wobec nieogłoszenia stanu wojny 17 września 1939 został przez świat uznany, zgodnie z linią Stalina, za „wkroczenie w celu ochrony ludności”.

To tylko trzy alternatywy. Było ich więcej, i każda wymaga analizy, każda pokazuje, w czym tkwiło szaleństwo Sanacji, za którą Naród Polski zapłacił zepchnięciem na skraj biologicznej zagłady. Analizować je i wskazywać płynące z nich nauki to cos więcej, niż ciekawość. To nasz obowiązek.

Tekst wystąpienia na sesji historycznej Centrum Edukacji i Rozwoju im bp Kajetana Sołtyka zorganizowanej w dn 7.12.2019. Wraz z innymi materiałami z konferencji wydany został przez organizatorów w formie książkowej.

Czytaj także:
Duda: Jeżeli nadal będę prezydentem, możecie być spokojni...
Czytaj także:
Kidawa-Błońska zablokowała Tarczyńskiego na Twitterze. "Moje serce krwawi"

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ zma

Czytaj także

 166
  • Royrob IP
    Bardzo trafna diagnoza. Tak jak irytuje prymtywme obwinianie opozycji i włazenie do d...y pisowi, tak diagnoza historyczna jest bardzo wnikliwa i słuszna. Dodać można dwa aspekty. Lobby wojskowe w polityce zagranicznej, w końcu to płk Józef Beck oraz rozciągnięcie wzdłóż granicy prawie miliona ludzi. Stach przed zajęciem wielkpolski i pomorza, zatrzymanie ofensywy i odebranie tych dzielnic Polsce. To błędy wywiadu i planowania...
    Dodaj odpowiedź 2 5
      Odpowiedzi: 1
    • sek portal IP
      Cześć kotku, szukasz seksu, przelotnej znajomości lub związku?

      Nie czekaj tylko dołącz do nas na  www.lexlale.eu

      Tysiące samotnych kobiet czeka aż wreszcie ktoś zrobi krok w ich kierunku!
      Specjalny lokalizator pomoże Ci znaleźć Twoją kobietę w zasięgu co do 10km

      Nie daj im czekać tylko dołącz już teraz!
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • BUJDY KRYPTKOMUCHA, SZPILA W PiS IP
        Główna wiadomość tego tekstu: Piłsudski i Sanacja byli źli dla Polski.
        Zauważcie, że postrzeganie Piłsudskiego i Sanacji w tej wiadomości zgadza się totalnie z postrzeganiem ich przez komunistów peerelowskich. A więc i z postrzeganiem moskiewskim.

        Jednak wiadomość, że Piłsudski i Sanacja byli źli dla Polski jest kłamliwa, sprzeczna z faktami historycznymi.

        Fakty: Piłsudski stał na czele tych, którzy doprowadzili do ponownego powstania Państwa Polskiego.
        Był dowódcą zwycięskiej obrony Polski przed najazdem moskiewskim w 1920 r. ,,Sanacja" rządziła bardzo dobrze, stopniowo odbudowując i scalając kraj i naród zrujnowany i podzielony skutkiem stu kilkudziesięciu lat niewoli.

        W tekście Ziemniakiewicza są oświadczenia kuriozalne. Na przykład to, że Polska mogła wejść w sojusz z Czechami i Słowacją oraz niemieckimi generałami (!), a ,,Zachód" pomógłby całej czwórce ,,materiałowo". I Hitler zostałby obalony. (patrz ustęp 17 od góry). Chachacha!

        Albo, że Beck uważał, że Polska sama, bez pomocy żadnych sojuszników, da radę pokonać Niemcy. (patrz ustęp 13 od góry). Nie ma ŻADNYCH dowodów na to, że Beck tak uważał.

        Ziemniakiewicz znów daje wyraz swej nienawiści do Mickiewicza i Słowackiego jako rzekomych źródeł natchnienia do praktycznych działań Sanacji. (patrz ustęp 3 od góry). Nienawiść identyczna jak u komunistów peerelowskich. ,,Odbrązawiaczy" i wyszydzaczy domniemanej polskiej tradycji romantycznej, a w istocie polskiego patriotyzmu, który w 1918 r. doprowadził do ponownego powstania Państwa Polskiego.

        Ziemniakiewicz sam pochodzi z peerelowskiej rodziny komunistycznej, prawda?

        Ten tekst wygląda na zakamuflowany atak propagandowy przeciwko PiS. Bo w kręgach Ziemniakiewicza PiS jest uważany - urojeniowo zresztą - za odpowiednik Sanacji. Potwierdzałoby to też to, co on wygaduje o polityce PiS w internecie. PiS powinien się temu przyjrzeć i zastanowić się czy potrzebuje takiego ,,propagandystę" jak Ziemniakiewicz. Np. w TVP.

        Ja, zwolennik PiS, nie chcę go w tej roli. Pogońcie z TVP wszystkich komunistów i ich potomków. Dajcie szansę Polakom.
        Dodaj odpowiedź 5 5
          Odpowiedzi: 1
        • poko&poko IP
          Gdzieś na paru, już filmach widziałem scenę, z karateką co to "uchy-achy"wyczyniał kończynami - też i adwersarzem, co go jednym strzałem powalił. COP, GDYBY, jak już gdybamy- gdyby zaczął "mielić" swoje, dystans uzbrojenia pomiędzy Polską a Niemcami drastycznie by się zmniejszał. Mieliśmy projekty samolotów odrzutowych startujących PIONOWO -dla przykładu . Że o "enigmie" i innych nie wspomnę. Hitler , o czym zapominamy, startował z pozycji UBOGICH NIEMIEC a co ciekawe nawet jego przegrana była słabsza od rozbudzonych nadziei w psychice Niemców. Iberalez pozostał iberalesem mimo , iż temu -gorąco zaprzecza. Bo ; oficjalnie jest "wyzwolony od faszyzmu. Co słyszymy na paradach D-day , choćby. Nijak u nich nie zobaczysz -parad dziękczynnych za owe wyzwolenie. Choć; ludzie GINĘLI -przecież, podczas zdobywania Niemiec. No , tak , niewiele to ma, z tekstem Ziemkiewicza - jeszcze. Jednak; są symulatory dla pilotów, kapitanów okrętów itp oprócz rozwikłania zagadki ; jak powinniśmy postąpić, aby -dobrze postąpić, dodajmy jeszcze jeden wariant SILNĄ GOSPODARKĘ, czytaj :-przemysł. Choćby to był - sektor bankowy, na wzór Szwajcarii na którą nikt nie ma ochoty napadać, bo ; kto by sam siebie ograbiał- (też). SZTUCZNE PERŁY dla przykładu. wsadzasz małże do klatek Te zaś klatki do wody. Po latach paru "U-perlony" jesteś. Ilu Polaków w tym robi? Wożą te trupy do Polski na lawetach i wożą. A w Afryce rynek jest przeogromny . Etiopia - Turki tam KOKOSY na bawełnie robią ale - nie my. KEBAB w każdym POwiatowym rynku i nie tylko. A POLSKIEJ KUCHNI nie wypracowano , tak aby Świat podbijać. Mamy mentalny grajdołek w łepetynach "Kargulimy" się wzorcowo, z sąsiadem , POrtki , przysłowiowe - łatamy .Używanym gratem jeździmy, jak szrot przykazał.. Ale - na bYznesy to do OBCEGO na służbę idziemy. Gdyby sensownie uruchomić siłę POLSKICH FACHOWCÓW (firmy prę osób - też) w Niemczech , przy wsparciu logistycznym z kraju..Gdyby...
          Dodaj odpowiedź 0 5
            Odpowiedzi: 1
          • orzeł pl IP
            W 1939 r. Polską rządził taki ówczesny PiS. Skutki były opłakane.
            Dodaj odpowiedź 12 10
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także