KrajWybory za trzy miesiące? "To absolutna niewiadoma"

Wybory za trzy miesiące? "To absolutna niewiadoma"

Wicepremier, minister kultury Piotr Gliński oraz wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki
Wicepremier, minister kultury Piotr Gliński oraz wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki / Źródło: PAP / Bartłomiej Zborowski
Dodano 44
Wszyscy jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, cały świat, Polska przeżywa dramat związany z epidemią koronawirusa, z nadchodzącym tsunami gospodarczym - mówił na antenie Polsat News wicepremier Piotr Gliński.

Choć opozycja domaga się od rządzących wprowadzenia stanu klęski żywiołowej i na tej podstawie przełożenia zaplanowanych na maj wyborów prezydenckich, Prawo i Sprawiedliwość robi wszystko, aby mogły się one odbyć w terminie. Sposobem na ich przeprowadzenie w okresie epidemii koronawirusa ma być głosowanie korespondencyjne. Ustawa w tej sprawie została już skierowana do Senatu.

Do sprawy odniósł się na antenie Polsat News wicepremier Piotr Gliński. Jego zdaniem wybory powinny odbyć się "jak najszybciej", w "terminie konstytucyjnym". – Wszyscy jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, cały świat, Polska przeżywa dramat związany z epidemią koronawirusa, z nadchodzącym tsunami gospodarczym. Sytuacja jest bardzo trudna, nieprzewidywalna i nie wiadomo jak długo potrwa ta destabilizacja życia politycznego, życia politycznego, a przede wszystkim zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi – mówił gość Doroty Gawryluk. Wicepremier wyraził pogląd, że należy "jak najszybciej rozwiązać kwestie związane z naszym obowiązkiem demokratycznym, politycznym, czyli konstytucyjnymi wyborami". – Alternatywą jest odłożenie wyborów na długi, długi okres. Pan wicepremier, minister Jarosław Gowin zaproponował, by odbyło się to za dwa lata, ale opozycja nie była tym zainteresowana – wskazywał Gliński.

Na uwagę dziennikarki, że należałoby wprowadzić stan klęski żywiołowej i na tej podstawie przełożyć wybory, minister kultury odparł: "Wtedy będziemy w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej, nie wiadomo, czy w ogóle epidemia się skończy". – To absolutna niewiadoma. Opozycja postępuje tak dlatego, że wszystko wygląda na to, że tą kampanię przegrywa, a po drugie dlatego, że opozycja polska od 4,5 roku stawia na awanturę, totalną opozycję i wypowiadaniu posłuszeństwa polskiej demokracji - nieuznawania władzy, która niedawno ponownie potwierdziła mandat – tłumaczył wicepremier Gliński.

Czytaj także:
Budka i Kosiniak-Kamysz przyłapani na chwili szczerości. To nagranie szybko obiegło sieć

Czytaj także:
Szumowski odpowiada na zarzuty. "To by oznaczało, że miałbym siatkę setek tysięcy agentów"

/ Źródło: Polsat News

Czytaj także

 44
  • wiadomo IP
    wiadomo eskimosi wygrają
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • Lenna Hormn IP
      Jak to nie wiadomo , nie wiadomo kto wygra wybory i to was towarzyszu martwi . ? To może niech wygra najlepszy ……!
      Dodaj odpowiedź 2 0
        Odpowiedzi: 0
      • Konrad IP
        Czy on i cała reszta,mają ludzi za idiotów?!
        Wypad z tą waszą, szopką wyborczą!
        Dodaj odpowiedź 6 0
          Odpowiedzi: 0
        • Wydano miliony na ukrycie sprawców....... IP
          Cenzurowanie DoRzeczy nic nie pomoże....... IP dzisiaj 08:29
          10 LAT MINĘŁO, A WINNYCH BRAK ......?

          Czy to Sasin z Dudą, jako pracownicy kancelarii Prezydenta, brali udział w organizacji i przygotowywaniu wizyty polskiej delegacji i lotu do Smoleńska ?

          Lech Wałęsa mówi JAK JEST:

          Polityczną odpowiedzialność za wojnę polsko-polską w 2010 r. ponoszą bracia Kaczyńscy.

          Gdy J.Kaczyński stracił władzę w 2007 r. po aferze gruntowej, która miała doprowadzić do aresztowania A. Leppera i wyeliminowania go z polityki, a dzięki "talentom" M.Kamińskiego i M.Wąsika doprowadziła do upadku rządu Kaczyńskiego i przejęciu władzy przez D.Tuska, Pałac Prezydencki stał się jedynym ośrodkiem władzy kontrolowanym przez braci Kaczyńskich, którzy dążyli wszystkimi możliwymi sposobami do powrotu J. Kaczyńskiego do władzy.
          Stąd nieustające konflikty prezydenta z rządem Tuska. Prezydent L. Kaczyński rozpychal się jak mógł, chcąc umocnić swoja pozycje polityczna i pomoc bratu wrócić do gabinetu w Alejach Ujazdowskich.
          Wyborcza eskapada L. Kaczyńskiego do Smoleńska/Katynia w bizantyjskiej obsadzie - przedstawiciele elity władzy zaproszeni na pokład prezydenckiego TU-154 potrzebni byli prezydentowi Kaczyńskiemu jako scenografia wyborczego przemówienia i wyborczych klipów - była częścią tej wojny. Jej głównym reżyserem po pisowskiej stronie barykady był J. Kaczyński.

          J. Kaczyński wepchnął L. Kaczyńskiego do samolotu lecącego do Smoleńska, a ten nie potrafił podjąć jedynie słusznej decyzji - odlot na lotnisko zapasowe - i dlatego por. A. Protasiuk zdecydował się na wykonanie niewykonalnego zadania.

          Jarosław Kaczyński WALCZY O ŻYCIE, broni się przed oddaniem władzy ze strachu, przed odpowiedzialnością karna ?

          Kaczyński nie odda władzy, bo się boi, że tzw. "podkomisja smoleńska Macierewicza" będzie rozwiązana i prokuratura zakończy śledztwo oparte na raporcie Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, z którego wynika jasno kto zawinił i kto przyczynił się do katastrofy !

          Boi się, że będzie musiał przed prokuraturą i sądem wyjaśniać, być może przy użyciu wykrywacza kłamstw, czy namawiał brata do wymuszania na załodze TU154 decyzji o lądowaniu, pomimo braku odpowiednich warunków pogodowych !

          STRACH🌚STRACH🌚RANY BOSKIE🌚🌚🌚

          DLA PRZYPOMNIENIA, Z ZAPISU "CZARNYCH SKRZYNEK", KTÓRYCH WIARYGODNOŚCI ŻADEN INSTYTUT NAUKOWY NIE PODWAŻYŁ:
          ~Przeczytajcie to! :-kapitan Protasiuk nie miał ważnych uprawnień lotniczych, bo nie przechodził kontroli w wyznaczonym czasie. Z całej załogi TU-154 10 kwietnia 2010 r. tylko technik pokładowy miał prawidłowo nadane i ważne uprawnienia do wykonywania lotu. Reszta nie miała prawa polecieć do Smoleńska. Nawigator miał wylatane na TU154 zaledwie 26 godz.
          -minimum dla TU-154 na lotnisku w Smoleńsku wynosiło 1000 m widoczność pozioma i 100 m widoczność pionowa. Minimum dla kapitana Protasiuka wynosiło 1800 m w poziomie i 120 m w pionie. Na lotnisku było odpowiednio 400 m i 100 m. Według oceny załogi Jak-40 było zaledwie 200 m w poziomie i 50 m w pionie. O 08:37,01 załoga Jak-40 informuje: „Arek, teraz widać 200”. Załoga TU-154 nie miała prawa lądować w tych warunkach.
          -rosyjscy kontrolerzy w Smoleńsku przy pierwszym połączeniu radiowym z TU154 o 8:24,50 informują: "Usłowij dla posadki niet".
          -rozmowy z wieżą prowadził kapitan, bo jedynie on znał rosyjski. Rozmowy powinien prowadzić nawigator;
          -w kokpicie przez niemal cały czas są osoby postronne, które trzeba uciszać. O 8:15,32 słychać: „Co to jest?”; „Piwko. A ty nie pijesz?”. O 8:21,52 "Cicho tam"; o 8:27,34 „Poszedł kurde stąd”; o 8:32,15 „Dlaczego pasażerowie nie siedzą na swoich miejscach?”; a o 8:33,43: „Wychodzić mi stąd!”. O 8:38,33 „Kur.., przestańcie proszę!”; o 8:38,51 „Ćśś ćśś”;
          -załoga lądowała na autopilocie, czego nie powinna była robić na słabo wyposażonym lotnisku (brak systemu ILS);
          -samolot podchodził do lądowania za szybko: ok. 300 km/godz. zamiast 265 km/godz.
          -samolot zniżał się za szybko: 7 m/s zamiast 4 m/s. O 8:40,13 słychać „Jest 7 metrów” (7 m/s opadania);
          -załoga odczytywała wysokość z radiowysokościomierza, zamiast wysokościomierza barycznego (pierwszy pokazuje faktyczną odległość od ziemi; drugi - wysokość nad pasem lotniska);
          -załoga nie reagowała na ostrzeżenia "Terrain ahead; PULL UP!";
          -załoga podjęła próbę lądowania bez pozwolenia kontrolera, który dał zezwolenie zejścia jedynie do 100 m. O 8:35,22 kontroler mówi „Ot 100 metrów byt’ gotowym k uchodu na wtoroj krug”. I dalej o 8:39,40 pada: „Posadka dopołnitielno”.
          -na marginesie: załoga Jaka-40 wylądowała na tym samym lotnisku bez pozwolenia kontrolera, co jest złamaniem podstawowych procedur. Mało tego: załoga zignorowała polecenie kontrolera „Uchodi na wtoroj krug”. Po wylądowaniu Jaka-40 kontroler mówi "mołodcy" (jest zdziwiony, że udało im się wylądować). Pierwszy pilot Jaka-40 por. Artur Wosztyl zachęca do lądowania ("Ogólnie to tu piz.. jest, ale wiesz możecie spróbować, nam się udało”);
          -załoga zdawała sobie sprawę, że nie powinni lądować w tych warunkach. O 8:40,08, po pierwszym ostrzeżeniu „Terrain ahead”, drugi pilot mówi: „Mówisz do widzeniaaa!”; a dowódca dodaje: „Niee, ktoś za to beknie!”. „Po-my-sły!” kwituje gen. Błasik. O 8:40,38 słychać „To się nie uda”;
          -załoga wyraźnie czekała na decyzję Błasika, Kazany, lub Kaczyńskiego o lądowaniu na lotnisku zapasowym, żeby zdjąć z siebie odpowiedzialność i uniknąć losu kapitana Pietruczuka (vide: lot do Tbilisi i interpelacja posła Karskiego). O 8:26,33 dyr. Kazana mówi: „Będziemy próbować do skutku”; a o 8:30,30: „Na razie nie ma decyzji prezydenta co dalej robimy”;
          -za plecami załogi stał ich bezpośredni przełożony, który zachęcał do lądowania. O 8:35,49 generał mówi: "Faktem jest, że my musimy to robić do skutku"; o 8:40,22: "Zmieścisz się,śmiało";
          -w momencie uderzenia skrzydłem w brzozę samolot znajdował się ok. 8 m nad ziemią i 1 km od progu pasa. Do tego samolot znajdował się poniżej progu pasa (przed pasem było obniżenie terenu). Samolot nie miał prawa być w tym miejscu, dlatego dyskusje n.t. brzozy nie mają żadnego sensu. Samolot i tak by się rozbił
          Dodaj odpowiedź 1 3
            Odpowiedzi: 1
          • Poganiacz osłów IP
            W tym miesiącu kończy się kadencja Gersdorf, która mogłaby unieważnić wybory. Stąd przedłużenie kwarantanny. Przy nowym Prezesie SN, będą mogli zamienić kwarantanne na stan klęski żywiołowej i zmienić bezpiecznie datę wyborów.
            Bo obecny zmieniony system jest wadliwy prawnie.
            Dodaj odpowiedź 6 5
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także