KrajZoologiczny antyklerykalizm "Wyborczej"

Zoologiczny antyklerykalizm "Wyborczej"

Screen głównej strony „Gazety Wyborczej” wyborcza.pl
Screen głównej strony „Gazety Wyborczej” wyborcza.pl / Źródło: DoRzeczy.pl / Screen
Dodano 104
„Gazeta Wyborcza” reklamuje swoją cyfrową emanację. A tam: Kościół, kler, księża. Siedem tekstów na jednej stronie jest o „czarnych”. Portal „Gazety Wyborczej” chce być kopią Urbana, a jest reminiscencją antyklerykalnego stalinizmu.

Człowiek czasem chce się zderzyć z innym światem. Pobudzić neurony, poczuć taki lekki myślowy dyskomfort. By nie nudzić się opiniami, które zna... z autopsji. Coś takiego jest, że go podkusi (nomen-omen), weźmie i kliknie. I wówczas przekona się kolejny raz, że ten człowiek jest jednak głupi. I pomyśleć, że tym człowiekiem jestem ja.

Wyborcza.pl. Serwis reklamowany jako ten poważny, różny od tabloidalnego brata bliźniaka pod nazwą gazeta.pl. Klikniesz człowieku i już zamiast myślowego masz dyskomfort zupełnie prozaiczny, rudymentarny (eufemizm, ufam zrozumiały).

Na jednej stronie największego tabletu mieści się siedem tekstów. I siedem jest o Kościele. Dosłownie: wszystkie siedem! I sto procent przedstawia go w czarnym świetle.

Jak to jest, że kolegom po piórze, pisząc niby to o filmie (wszak zarabiają na kinach) i piętnując (słusznie) grzech pedofilii, zawsze pokażą co naprawdę myślą. A myślą czarni”. Panie i Panowie! Nie zastanawiacie się czasem, że tam gdzie zwykły Kowalski czy Trzmiel widzi co najmniej odcienie szarości, które składają się na białe dobro dnia powszedniego (pars pro toto Caritas) i polskie dziedzictwo, to Wam zawsze wychodzi utarta klisza bynajmniej nie pierwszej świeżości? Słyszeliście jak to jest z ludźmi, którym wszystko się zawsze kojarzy z jednym?

Droga Wyborczo! Kliknąłem i pokazaliście swoje najprawdziwsze oblicze, bym kupił Waszą „prenumeratę cyfrową”. Przykro mi nic z tego. Wolę czytelnię prasy na przykład w takiej w Bibliotece Narodowej. Jest darmowa. A oryginały z lat pięćdziesiątych są bardziej pouczające niż ich cyfrowa kopia, którą mi proponujecie.

Udajecie, że to nie to samo, że jest jakaś zasadnicza różnica. Wszak nawróciliście się ze „stalinizmu stosowanego” na demokratów. Przyznaje, że może i jest drobna dyferencja. Teraz, po prostu, chodzi o to, by zarobić na „zoologicznym antyklerykalizmie”. Nie ma więc w tym niczego wzniosłego. Wobec katastrofy waszych idei, spadającej sprzedaży „papieru”, marzy się Wam droga Urbana – osławionego piewcy zbrodniczego WRON (czyli „związku przestępczego o charakterze zbrojnym” – sorry, tylko cytuje sąd i co gorsza dla Was, wcale nie „pisowski”) i osobistego przyjaciela Waszego P.T. Redaktora Naczelnego, który w III RP dorobił się na gloryfikowaniu zła (patrz Piotrowski skazany za zabójstwo bł. ks. Jerzego Popiełuszki) oraz dosłownym obrzucaniu słownym g… świętości (patrz święty Jan Paweł II).

A więc – posługując się logiką – jesteście podwójnie wtórni (wobec stalinowców poprawionych przez Urbana) i oderwani od polskich spraw.

PS. Nie przysyłacie pozwu za ten „zoologiczny antyklerykalizm”. Wszak twierdziliście, że „zoologiczny antykomunizm”, którym to epitetem nas obdarzaliście, próbując nakazać stanie w kącie i milczenie, bo przeszkadzamy w „pojednaniu” (co, zdaje się było eufemizmem dla „picia wódki”), nie jest pejoratywne. Bądźcie konsekwentni.

Autor jest dziennikarzem Telewizji Polskiej. Artykuł wyraża poglądy autora i nie jest odzwierciedleniem stanowiska redakcji.

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ atr

Czytaj także

 104
  • indep-observer.pl IP
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • Hehehe IP
      Więcej

      Zaloguj

      "Kler" [RECENZJA]. Pedofilia, pijaństwo, pozamałżeńskie ciąże i drogie samochody, czyli polski Kościół według Wojciecha Smarzowskiego

      Krzysztof Połaski 19.09.2018 07:19, Kler

      Seans „Kleru” Wojciecha Smarzowskiego nie należał do najprzyjemniejszych momentów mojego życia. Nic dziwnego, bo „Kler” to film, który ma uwierać, ma boleć, ma szokować, ma być niewygodny, ale przede wszystkim ma zadawać pytania. I to Wojciech Smarzowski robi, chociaż wielu osobom nie będzie to na rękę... Oceniamy „Kler” tuż po ogólnopolskiej premierze na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni!

      Zobacz galerię

      "KLER" RECENZJA

      Do baru wchodzi ksiądz, złodziej i pedofil. A to dopiero pierwszy klient tego dnia – ten stary dowcip pewnie dla wielu mógłby stanowić streszczenie fabuły „Kleru”, ale Smarzowski jednak sięga głębiej. Już teraz o filmie jest głośno, a będzie jeszcze głośniej, co mogłoby stanowić doskonały pretekst do dyskusji o polskim Kościele, ale tej – realnie myśląc – pewnie długo się nie doczekamy. Jeżeli w ogóle. Patrząc na „Kler” mam trochę przed oczami spektakl Olivera Frljića pt. „Klątwa” z Teatru Powszechnego w Warszawie. Obydwaj twórcy nie podnieśli ręki na wiarę, ale wyłącznie na hipokryzję, zakłamanie i grzechy Kościoła. W zasadzie nawet sposób ujęcia tematu przez autorów okazał się podobny – połączenie prowokacji, humoru i prawdziwych relacji ofiar. To może zaboleć.

      Smarzowski punktuje kolejne grzechy Kościoła, zaczynając od pijaństwa kapłanów, wykorzystywanie wpływów we władzach lokalnych, nieprzestrzeganie celibatu, przez korupcję, chęć posiadania władzy, a na pedofilii kończąc. Autor „Drogówki” często cytuje kontrowersyjne wypowiedzi kościelnych dostojników, które doskonale znamy z mediów, ale ucieka się też do prawdziwych i intymnych świadectw ofiar duchownych. O ile te pierwsze śmieszą i wręcz wzbudzają uśmiech politowania, gdy uświadomimy sobie, że to nie fikcja literacka, tylko rzeczywistość, tak te drugie już wbijają w fotel i działają na emocje.

      Można „Kler” nazwać filmem antykościelnym – pełna zgoda, ale mam wrażenie, że to trochę spłycenie tematu. Bo tak naprawdę Wojciech Smarzowski opowiada o grzechu, jego konsekwencjach oraz świadomości życia w grzechu. „Kler” zadaje pytania, ale zmusza też do refleksji nad samym sobą i/lub wiarą, gdy jest się osobą wierzącą. To cenne.

      Epicka opowieść o zgwałconej i sponiewieranej Polsce. Najlepszy film Filipa Bajona od lat? [RECENZJA]Zobacz więcej

      „Kler” cierpi jednak na kilka przypadłości. Niestety to film będący typową „smarzolczyzną”, co zaczęło się robić już zwyczajnie nudne i irytujące. O ile cytowanie samego siebie jeszcze potrafi rozśmieszyć, tak coraz częściej można odnieść wrażenie, że niektóre sceny wracają zrealizowane dokładnie w ten sam sposób, tylko ubrane w inne dekoracje. Ta powtarzalność męczy oraz prowadzi do przewidywalności, a chyba nie o to chodzi. W „Klerze” do pewnego momentu brakuje też bardziej wyrazistego scenariusza – to raczej impresja na temat grzechów Kościoła, co na szczęście w drugiej połowie produkcji się zmienia. Chociaż czasami Smarzowski mógłby nacisnąć hamulec i nie pakować do filmu wszystkich ciekawostek oraz anegdot znalezionych na etapie dokumentacji. Przepych nie zawsze jest dobry; w końcu „złote, ale skromne”.

      Jednak najbardziej doskwiera mi w „Klerze” pewien brak odwagi. Chociaż być może konsekwencja byłaby odpowiedniejszym wyrażeniem. Wiem, jak to brzmi w kontekście filmu, który musiał być realizowany w Czechach i ciągle są mu rzucane kłody pod nogi, ale skoro w jednej ze scen Smarzowski nawiązuje do domniemanego tuszowania przez Jana Pawła II pedofilskich skandali, to żałować jedynie można, że nie kontynuował tego wątku.

      „Kler” jest wyśmienicie zagrany. Arkadiusz Jakubik po raz kolejny jest bezbłędny. Jego postać porusza, ale też intryguje swoją niejednoznacznością i bezradnością. Janusz Gajos przepięknie szarżuje, bawi się rolą i z pewnością o tej kreacji za kilka lat będziemy mówić per kultowa. Jednak całe widowisko dla siebie kradnie Jacek Braciak; istne zło wcielone. Każdy jego gest, ruch, słowo oraz spojrzenie było dokładnie przemyślane i zaplanowane.

      „Kler” boli i będzie bolał. Nie jest to film pozbawiony wad, widać, że czasami reżyser aż za bardzo chce, ale trudno zachować obojętność wobec tak mocnego i wyrazistego finału. Wówczas kończy się śmiech, a zaczynają ciarki, łzy, przerażenie oraz refleksja – co by było, gdybym to ja był jedną z ofiar? Miałbym siłę walczyć czy poddałbym się już na starcie?

      Ocena: 7/10

      Krzysztof Połaski
      krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

      "KLER" W KINACH OD 28 WRZEŚNIAZobacz galerię

      Tematy:

      recenzja wojciech smarzowski film kino

      Zobacz więcej

      Cennet w niebezpieczeństwie! Ratuje ją... Arzu! [STRESZCZENIE ODCINKA+ZDJĘCIA]

      Iza w szpitalu. Jaka jest diagnoza lekarzy? Iza umrze?! [STRESZCZENIE...

      Epicka opowieść o zgwałconej i sponiewieranej Polsce. Najlepszy film...

      Specjaliści: "To rzeczywiście pomaga schudnąć 19kg w miesiąc" (ZOBACZ...

      Sponsorowane

      Julka robi Pawłowi scenę zazdrości, a później... spędza z nim namiętną noc!...

      Szymek poznaje Maję! Jak mały Chodakowski zareaguje na to, że ma...

      Aliye robi awanturę Zeynep! Żąda żeby rozwiodła się z Selimem! [STRESZCZENIE...

      Walczyła z otyłością przez 20 lat. Dopiero to jej pomogło (ZOBACZ)

      Sponsorowane

      Marcin w więzieniu ogoli się na łyso!? Szokująca metamorfoza Mikołaja...

      KomentarzeSkomentuj

      A moze tak będzie... (gość)

      Wiosna 2018. Do kin wchodzi nowy film Smarzowskiego od. Kominiarze. Bohaterami są trzej zaprzyjaźnieni z sobą pracownicy spółdzielni kominiarskiej. Jeden z nich Nowaczyk ( w tej roli niezapomniany Robert Wieckiewicz) to silny mężczyzna który marzył o byciu komandosem. Nie przeszedł ćwiczeń sprawnościowych, dlatego dzieki protekcji ojca byłego dygnitarza partii znalazł pracę jako kominiarz. Marzenia o byciu komandosem popchnely to w alkoholizm. W czasie przeglądu instalacji poznał Mariole( joanna Kulig) która nie wychodzi z domu z uwagi na chorobę dwubiegonowa. Romans z komisarzem to jedyne okno na świat A przewód wentylacyjny jedyny łącznik że światem zewnętrznym. Wszystkiemu przeciwni są rodzice dziewczyny. Drugi bohater to dyrektor spółdzielni Machalak( Arkadius Jalubik). Skorumpowany z władzami miasta spółdzielnie traktuje jako przykrywke dla prania brudnych pieniędzy. Ukryty homoseksualista,poprzez mobbing uzależnia od siebie pracowników. Jeden z nich wynajmie młodego chłopaka który pod pozorem grzebania w Kominach ma skompromitować dyrektora...trzeci bohater to Izajasz Trezor( jacek Braciak) mający żydowskie korzenie samotnik. Po terapii narkotykowej znalazł zatrudnienie w spółdzielni kominiarskie gdzie praca jest pretekstem do zaciągania się dymem z kominów. Film utrzymany w antypolskiejj, mrocznej tonacji z uwagi na to, że akcja toczy się głównie w kotlowniach. Zapraszamy do kin

      21.09.2018 09:42

      Polak (gość)

      To tak jakby zrobić o każdej grupie społecznej tylko zło. Ot i sztuka! czekam na następny film o innych grupach.

      19.09.2018 13:29

      xxx (gość)

      aktorzy genialni - musi być dobry film

      19.09.2018 08:54

      Dodaj komentarz

      Komentarz został dodany.

      Podpis*

      Treść*

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

       

      Do góry

      © Polska Press Sp. z o.o.

      Mapa serwisu Kontakt Reklama RegulaminPolityka Prywatności

      Program TV dostarczony przez media-press.tv


      Więcej

      Zaloguj

      "Kler" [RECENZJA]. Pedofilia, pijaństwo, pozamałżeńskie ciąże i drogie samochody, czyli polski Kościół według Wojciecha Smarzowskiego

      Krzysztof Połaski 19.09.2018 07:19, Kler

      Seans „Kleru” Wojciecha Smarzowskiego nie należał do najprzyjemniejszych momentów mojego życia. Nic dziwnego, bo „Kler” to film, który ma uwierać, ma boleć, ma szokować, ma być niewygodny, ale przede wszystkim ma zadawać pytania. I to Wojciech Smarzowski robi, chociaż wielu osobom nie będzie to na rękę... Oceniamy „Kler” tuż po ogólnopolskiej premierze na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni!

      Zobacz galerię

      "KLER" RECENZJA

      Do baru wchodzi ksiądz, złodziej i pedofil. A to dopiero pierwszy klient tego dnia – ten stary dowcip pewnie dla wielu mógłby stanowić streszczenie fabuły „Kleru”, ale Smarzowski jednak sięga głębiej. Już teraz o filmie jest głośno, a będzie jeszcze głośniej, co mogłoby stanowić doskonały pretekst do dyskusji o polskim Kościele, ale tej – realnie myśląc – pewnie długo się nie doczekamy. Jeżeli w ogóle. Patrząc na „Kler” mam trochę przed oczami spektakl Olivera Frljića pt. „Klątwa” z Teatru Powszechnego w Warszawie. Obydwaj twórcy nie podnieśli ręki na wiarę, ale wyłącznie na hipokryzję, zakłamanie i grzechy Kościoła. W zasadzie nawet sposób ujęcia tematu przez autorów okazał się podobny – połączenie prowokacji, humoru i prawdziwych relacji ofiar. To może zaboleć.

      Smarzowski punktuje kolejne grzechy Kościoła, zaczynając od pijaństwa kapłanów, wykorzystywanie wpływów we władzach lokalnych, nieprzestrzeganie celibatu, przez korupcję, chęć posiadania władzy, a na pedofilii kończąc. Autor „Drogówki” często cytuje kontrowersyjne wypowiedzi kościelnych dostojników, które doskonale znamy z mediów, ale ucieka się też do prawdziwych i intymnych świadectw ofiar duchownych. O ile te pierwsze śmieszą i wręcz wzbudzają uśmiech politowania, gdy uświadomimy sobie, że to nie fikcja literacka, tylko rzeczywistość, tak te drugie już wbijają w fotel i działają na emocje.

      Można „Kler” nazwać filmem antykościelnym – pełna zgoda, ale mam wrażenie, że to trochę spłycenie tematu. Bo tak naprawdę Wojciech Smarzowski opowiada o grzechu, jego konsekwencjach oraz świadomości życia w grzechu. „Kler” zadaje pytania, ale zmusza też do refleksji nad samym sobą i/lub wiarą, gdy jest się osobą wierzącą. To cenne.

      Epicka opowieść o zgwałconej i sponiewieranej Polsce. Najlepszy film Filipa Bajona od lat? [RECENZJA]Zobacz więcej

      „Kler” cierpi jednak na kilka przypadłości. Niestety to film będący typową „smarzolczyzną”, co zaczęło się robić już zwyczajnie nudne i irytujące. O ile cytowanie samego siebie jeszcze potrafi rozśmieszyć, tak coraz częściej można odnieść wrażenie, że niektóre sceny wracają zrealizowane dokładnie w ten sam sposób, tylko ubrane w inne dekoracje. Ta powtarzalność męczy oraz prowadzi do przewidywalności, a chyba nie o to chodzi. W „Klerze” do pewnego momentu brakuje też bardziej wyrazistego scenariusza – to raczej impresja na temat grzechów Kościoła, co na szczęście w drugiej połowie produkcji się zmienia. Chociaż czasami Smarzowski mógłby nacisnąć hamulec i nie pakować do filmu wszystkich ciekawostek oraz anegdot znalezionych na etapie dokumentacji. Przepych nie zawsze jest dobry; w końcu „złote, ale skromne”.

      Jednak najbardziej doskwiera mi w „Klerze” pewien brak odwagi. Chociaż być może konsekwencja byłaby odpowiedniejszym wyrażeniem. Wiem, jak to brzmi w kontekście filmu, który musiał być realizowany w Czechach i ciągle są mu rzucane kłody pod nogi, ale skoro w jednej ze scen Smarzowski nawiązuje do domniemanego tuszowania przez Jana Pawła II pedofilskich skandali, to żałować jedynie można, że nie kontynuował tego wątku.

      „Kler” jest wyśmienicie zagrany. Arkadiusz Jakubik po raz kolejny jest bezbłędny. Jego postać porusza, ale też intryguje swoją niejednoznacznością i bezradnością. Janusz Gajos przepięknie szarżuje, bawi się rolą i z pewnością o tej kreacji za kilka lat będziemy mówić per kultowa. Jednak całe widowisko dla siebie kradnie Jacek Braciak; istne zło wcielone. Każdy jego gest, ruch, słowo oraz spojrzenie było dokładnie przemyślane i zaplanowane.

      „Kler” boli i będzie bolał. Nie jest to film pozbawiony wad, widać, że czasami reżyser aż za bardzo chce, ale trudno zachować obojętność wobec tak mocnego i wyrazistego finału. Wówczas kończy się śmiech, a zaczynają ciarki, łzy, przerażenie oraz refleksja – co by było, gdybym to ja był jedną z ofiar? Miałbym siłę walczyć czy poddałbym się już na starcie?

      Ocena: 7/10

      Krzysztof Połaski
      krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

      "KLER" W KINACH OD 28 WRZEŚNIAZobacz galerię

      Tematy:

      recenzja wojciech smarzowski film kino

      Zobacz więcej

      Cennet w niebezpieczeństwie! Ratuje ją... Arzu! [STRESZCZENIE ODCINKA+ZDJĘCIA]

      Iza w szpitalu. Jaka jest diagnoza lekarzy? Iza umrze?! [STRESZCZENIE...

      Epicka opowieść o zgwałconej i sponiewieranej Polsce. Najlepszy film...

      Specjaliści: "To rzeczywiście pomaga schudnąć 19kg w miesiąc" (ZOBACZ...

      Sponsorowane

      Julka robi Pawłowi scenę zazdrości, a później... spędza z nim namiętną noc!...

      Szymek poznaje Maję! Jak mały Chodakowski zareaguje na to, że ma...

      Aliye robi awanturę Zeynep! Żąda żeby rozwiodła się z Selimem! [STRESZCZENIE...

      Walczyła z otyłością przez 20 lat. Dopiero to jej pomogło (ZOBACZ)

      Sponsorowane

      Marcin w więzieniu ogoli się na łyso!? Szokująca metamorfoza Mikołaja...

      KomentarzeSkomentuj

      A moze tak będzie... (gość)

      Wiosna 2018. Do kin wchodzi nowy film Smarzowskiego od. Kominiarze. Bohaterami są trzej zaprzyjaźnieni z sobą pracownicy spółdzielni kominiarskiej. Jeden z nich Nowaczyk ( w tej roli niezapomniany Robert Wieckiewicz) to silny mężczyzna który marzył o byciu komandosem. Nie przeszedł ćwiczeń sprawnościowych, dlatego dzieki protekcji ojca byłego dygnitarza partii znalazł pracę jako kominiarz. Marzenia o byciu komandosem popchnely to w alkoholizm. W czasie przeglądu instalacji poznał Mariole( joanna Kulig) która nie wychodzi z domu z uwagi na chorobę dwubiegonowa. Romans z komisarzem to jedyne okno na świat A przewód wentylacyjny jedyny łącznik że światem zewnętrznym. Wszystkiemu przeciwni są rodzice dziewczyny. Drugi bohater to dyrektor spółdzielni Machalak( Arkadius Jalubik). Skorumpowany z władzami miasta spółdzielnie traktuje jako przykrywke dla prania brudnych pieniędzy. Ukryty homoseksualista,poprzez mobbing uzależnia od siebie pracowników. Jeden z nich wynajmie młodego chłopaka który pod pozorem grzebania w Kominach ma skompromitować dyrektora...trzeci bohater to Izajasz Trezor( jacek Braciak) mający żydowskie korzenie samotnik. Po terapii narkotykowej znalazł zatrudnienie w spółdzielni kominiarskie gdzie praca jest pretekstem do zaciągania się dymem z kominów. Film utrzymany w antypolskiejj, mrocznej tonacji z uwagi na to, że akcja toczy się głównie w kotlowniach. Zapraszamy do kin
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • Nie będę przepraszać za DoRzeczy! IP
        Wszystko zgodnie z planem: problem skÓrwienia, podłości, złodziejstwa i załgania kleru zniknął. Pozostał problem paskudnej Wyborczej, która śmie pisać o problemie skÓrwienia, podłości, złodziejstwa i załgania kleru.
        Plebs jak to plebs, hołota jak to hołota, durnie jak to durnie - połknęli to nieDoRzeczne gówno i jeszcze się cieszą jak z cukierka, bo ono takie cieplutkie, pulchne, swojskie.
        Smacznego, katolscy podczłowieczkowie - jesteście elitą stworzoną do kierowania etyką świata a po śmierci do życia wiecznego.
        W niebiańskich Tworkach!
        Dodaj odpowiedź 5 10
          Odpowiedzi: 0
        • esteta IP
          Czy to pawda ze talmud legalizuje pedofilie?
          Dodaj odpowiedź 5 1
            Odpowiedzi: 0
          • rychu IP
            E gudlaje a moze cos o pedofili rabinow i handlem organami?
            Dodaj odpowiedź 3 1
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także