KrajLuzowanie ilościowe? Tak, ale dla ludzi, a nie dla finansjery

Luzowanie ilościowe? Tak, ale dla ludzi, a nie dla finansjery

Oszczędności
Oszczędności / Źródło: PAP / fot. Darek Delmanowicz
Dodano 56
Począwszy od wybuchu kryzysu w 2008 roku, aż do chwili obecnej, światowe potęgi gospodarcze próbują walczyć z recesją poprzez zastosowanie tzw. luzowania ilościowego. Nie przyniosło ono jednak spodziewanych rezultatów, mimo przeznaczenia na nie ogromnych pieniędzy. Okazuje się jednak, że z kryzysem można skutecznie walczyć stosując inne metody. A także o wiele taniej.

Mateusz Siekierski, Paweł Górnik, Jacek Chołoniewski

Światowy kryzys, który wybuchł w 2008 roku, spowodował zmniejszenie ilości pieniędzy, którymi dysponowali ludzie, firmy i rządy, co jeszcze bardziej go pogłębiło. Recepta na wyjście z recesji spowodowanej tym kryzysem wydawała się więc prosta: należało zwiększyć ilość pieniędzy jakie były w obiegu co powinno na nowo „rozkręcić” gospodarkę, a co za tym idzie podnieść poziom życia ludzi nadwątlony znacznie przez kryzys.

Luzowanie ilościowe

Aby osiągnąć ten cel banki centralne wielu państw, w tym największych mocarstw, takich jak USA, Wielka Brytania, Japonia i kraje strefy euro zastosowały politykę tak zwanego luzowania ilościowego (Quantitative Easing) polegającą na kupowaniu na rynku wtórnym obligacji rządowych i korporacyjnych oraz akcji i innych papierów wartościowych. Miało to polepszyć kondycję finansową i wzajemne zaufanie do siebie banków i w rezultacie zachęcić je do udzielania kredytów. To z kolei miało spowodować, że ludzie i firmy będą brać więcej kredytów, przez co wzrośnie ilość pieniędzy, jaką będą dysponować.

Ogółem od 2008 roku do chwili obecnej banki centralne największych światowych potęg wydały na ten cel kilkanaście tysięcy miliardów dolarów. Skąd się wzięły te gigantyczne pieniądze? Otóż banki centralne po prostu je wykreowały, stworzyły z niczego. Mogły to zrobić, gdyż tego typu działanie leży w zakresie ich uprawnień.

Fiasko pomysłu – nierówności rosną

Luzowanie ilościowe jednak nie zadziałało – wartość udzielanych kredytów, a więc i ilość pieniędzy w obiegu, nie wzrosła w wystarczającym stopniu, aby zażegnać recesję i powrócić na ścieżkę wzrostu. Stało się tak przede wszystkim dlatego że nie da się zmusić ani ludzi ani firm do brania kredytów, gdy ich nie potrzebują lub oceniają, że nie będą w stanie ich spłacić. Sama chęć banków, nawet większa niż zwykle, tu nie wystarczy. Cała akcja luzowania ilościowego, która miała ożywić światową gospodarkę, zakończyła się więc kompletnym fiaskiem. Gigantyczne kwoty wydane na luzowanie ominęły realną gospodarkę – konta bankowe ludzi i firm – i trafiły na rynki finansowe, podnosząc ceny znajdujących się tam papierów wartościowych. Zarobili na tym jedynie ci, którzy je posiadają, a więc ludzie zamożni oraz sektor finansowy. Bogaci stali się jeszcze bogatsi. Nierówności dochodowe – zmora współczesnego świata – jeszcze bardziej się pogłębiły. Co więcej „wpompowanie” gigantycznych sum na rynki finansowe zwiększyło ich niestabilność i wspomogło powstawanie kolejnych baniek finansowych. Stworzyło więc podwaliny pod kolejny kryzys.

Zastosowanie tej polityki przez banki centralne pokazało, że działają one wbrew interesom ogółu, a po myśli światowej finansjery. Jednak sam pomysł zwiększenia ilości pieniądza w realnej gospodarce, która permanentnie cierpi na „głód pieniądza”, czego objawem jest to, że ludzie, firmy i państwa są zadłużeni na coraz większe kwoty, jest jak najbardziej słuszny.

Na szczęście istnieje inna niż luzowanie ilościowe metoda zwiększenia ilości pieniędzy w gospodarce realnej. Wystarczy obniżyć podatki lub inne daniny na rzecz państwa. Jest oczywiste, że wtedy, ilość pieniędzy w realnej gospodarce wzrośnie (przy założeniu, że wydatki rządowe nie zmaleją).

Rola banków centralnych

Skąd jednak wziąć pieniądze na pokrycie ubytku w budżecie spowodowanego obniżeniem stawek podatkowych? Pieniądze te powinny po prostu wykreować banki centralne (Overt Monetary Financing). Skoro dokonały takiej kreacji (w wysokości kilkunastu tysięcy miliardów dolarów) na potrzeby luzowania ilościowego, to przecież mogą to zrobić także na pokrycie ubytku we wpływach podatkowych. Dodajmy, że potrzebne sumy, przekazywane rządom, byłyby wielokrotnie mniejsze.

Jak taka kreacja pieniądza mogłoby wyglądać w Polsce? Otóż Narodowy Bank Polski jako bank centralny Polski może tworzyć złotówki bez żadnych limitów. Niestety prawo, a konkretnie artykuł 220 Konstytucji RP oraz artykuł 123 Traktatu Lizbońskiego, zabrania bezpośredniego przekazywania takich pieniędzy rządowi. Jednak ograniczenia te można łatwo ominąć: wystarczy, aby rząd wyemitował obligacje o zerowym oprocentowaniu, bez określonego terminu zapadalności i w całości sprzedał je wyznaczonej wcześniej do tego celu państwowej spółce (która może być bankiem, ale nie musi). NBP kupuje następnie od tej spółki sprzedane jej przed chwilą obligacje. Jest to zakup na tak zwanym rynku wtórnym, którego prawo już nie zabrania. Operacja taka może być powtarzana wielokrotnie, generując kwoty o dowolnej wysokości, które trafiałyby do budżetu.

Mamy więc gotową receptę na polepszenie sytuacji gospodarczej Polski poprzez obniżkę podatków i pokrycie powstałego ubytku w budżecie kreacją pieniądza przez NBP. Receptę tę można wdrażać ostrożnie, stopniowo obniżając podatki i powoli zwiększając kwoty kreowanych pieniędzy. Ryzyko jest minimalne, a potencjalne zyski duże.

Przekonanie o tym, że stosowane przez wiele ostatnich lat luzowanie ilościowe się „nie sprawdziło” jest wśród europejskich ekonomistów i społeczeństw coraz bardziej powszechne. Co więcej, ujawnienie tego, jak ogromne kwoty wydano na luzowanie wywołało społeczne oburzenie. Ludzie uświadomili sobie, że byli okłamywani przez rządy, które twierdziły, że nie mają na nic pieniędzy – gdy tymczasem okazało się, że pieniądze jednak są, i to ogromne.

Luzowanie ilościowe dla ludzi

Nic więc dziwnego, że w 2015 roku pojawiła się inicjatywa nazwana „Luzowanie ilościowe dla ludzi” („Quantitative Easing for People” lub „People’s Quantitative Easing”). Główne tezy tej inicjatywy przedstawiono w pięciu punktach: (1) luzowanie ilościowe nie działa, (2) luzowanie ilościowe jest ryzykowne i szkodliwe, (3) potrzebne jest takie działanie, które nie spowoduje wzrostu prywatnego i publicznego długu, nie pogłębi nierówności i nie wywoła baniek spekulacyjnych, (4) zamiast trafiać na rynki finansowe dodatkowe pieniądze powinny trafiać do realnej gospodarki na finansowanie inwestycji zapewniających ochronę środowiska, budowę tanich mieszkań czy poprzez bezpośrednie przekazywanie ludziom pieniędzy w postaci tak zwanej dywidendy społecznej, (5) Europejski Bank Centralny powinien ten plan jak najszybciej wprowadzić w życie.

Naszym zdaniem plan przedstawiony w tych pięciu punktach jest słuszny, ale z jednym wyjątkiem. Chodzi o sposób wprowadzania dodatkowych, wykreowanych przez bank centralny, pieniędzy do gospodarki, który uważamy za błędny.

Rozdawnictwo pieniędzy (określane czasem jako „pieniądze z helikoptera”) czy inwestycje w wybrane przedsięwzięcia zwiększyłyby zależność ludzi i firm od arbitralnych decyzji rządu. Rząd działałby pod stałą presją różnych grup nacisku, z których każda chciałaby przekonać go do swoich racji, co do tego kiedy, komu i ile rozdać oraz gdzie i ile zainwestować. Tymczasem nasza propozycja ma charakter powszechny, uniwersalny, gdyż każdy by na niej skorzystał: wszystkie sektory gospodarki i wszyscy ludzie. Jej zastosowanie spowoduje, że ludzie i firmy staną się mniej zależni od państwa – czyli po prostu da im więcej wolności. Zwiększy możliwości samodzielnego decydowania o własnym losie.

Poza tym rozdawnictwo pieniędzy jest niesprawiedliwe, zniechęca ludzi do pojęcia pracy oraz stwarza niebezpieczeństwo powstawania niepokojów społecznych (żądania rozdawania coraz większych kwot), anarchii.

Dodatkową zaletą obniżki podatków jest to, że im podatki są niższe, tym mniej opłaca się unikanie ich płacenia, co zmniejszy szarą strefę. Poza tym, możliwość obniżania podatków daje też „przestrzeń” do ich upraszczania. Oba te czynniki spowodują zmniejszenie kosztów obsługi systemu podatkowego zarówno po stronie podatników jak i państwa (mniej kontroli). Ponadto prostsze i niższe podatki, to większa pewność w prowadzeniu biznesu, co zawsze korzystnie oddziaływa na gospodarkę.

Obniża podatków?

Postulowane przez nas obniżenie podatków mogłoby być zrealizowane na różne sposoby. Możliwości jest wiele – nie analizujemy ich tutaj. Zauważmy tylko, że obniżka stawek PIT czy podwyżka kwoty wolnej od podatku w PIT, lub też zmniejszenie składek na ZUS, spowodowałoby zwiększenie ilości pieniędzy jakie byłyby do dyspozycji ludzi i firm, gdyż wynagrodzenia są w umowach o pracę określone w kwotach brutto, od których PIT czy składki ZUS się odejmuje. Natomiast obniżka stawek VAT powinna wywołać impuls w kierunku spadku cen, gdyż umowy handlowe zawierane są w cenach netto, do których VAT się dodaje.

Idea ożywienia gospodarki poprzez obniżkę podatków połączoną z kreacją pieniędzy przez bank centralny na potrzeby rządu jest od dawna obecna w fachowej literaturze ekonomicznej, gdzie analizuje się jej zalety i wady. W zasadzie nie ma wątpliwości, że takie działania byłoby korzystne dla gospodarki i społeczeństwa (o ile nie byłyby nadużywane). O tego typu rozwiązaniu pisze się jednak, że byłoby „wypłynięciem na nieznane dotąd wody”, przełamaniem pewnego tabu. I tak rzeczywiście by było. Nie powinno to nas jednak zniechęcać do jego zastosowania, bo na takich kryzysowych „wodach” światowa gospodarka „pływa” już od dziesięciu lat.

Postulujemy, aby Polska zastosowała opisaną tu przez nas ideę obniżki podatków z równoczesną kreacją pieniądza przez Narodowy Bank Polski. Pomoc w tym zakresie na pewno zaoferowaliby znani ekonomiści, którzy są jej zwolennikami: profesor Bill Mitchell – University of Newcastle, Australia (propagator Modern Monetary Theory), dr William White – przewodniczący Economic and Development Review Committee przy OECD, dr Katrin Assenmacher – dyrektor działu badań w Europejskim Banku Centralnym, Miguel Á. F. Ordóñez – były prezes Banku Centralnego Hiszpanii, dr Michael Kumhof – dział badań w Bank of England, Adair Turner – były przewodniczący Financial Services Authority, dr William White – przewodniczący Economic and Development Review Committee przy OECD, dr Steve Keen – profesor ekonomii na Kingston University London, dr Joseph Huber – profesor ekonomii na Martin Luther University of Halle-Wittenberg, Martin Wolf – redaktor naczelny Financial Times (i jeszcze wielu innych).

Mateusz Siekierski i Paweł Górnik są ekonomistami związanymi zawodowo z sektorem finansowym. Jacek Chołoniewski jest niezależnym publicystą ekonomicznym i przedsiębiorcą.


Więcej informacji na ten temat „Luzowania ilościowego dla ludzi” można znaleźć tutaj:

http://www.positivemoney.eu/2015/12/65-economists-endorse-qe-for-people/

https://basicincome.org/news/2015/12/europe-75-economists-endorse-quantitative-easing-for-people-campaign/

https://en.wikipedia.org/wiki/People%27s_Quantitative_Easing

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ kga
Gramy Razem. Dołącz do klientów PKO Banku Polskiego i kibicuj swojemu klubowi

Czytaj także

 56
  • C.B.D.O.PL IP
    KNF -- jak to drzewiej bywało …
    Poprzednim przewodniczącym KNF rekomendowanym na to stanowisko przez PO był Andrzej Jakubiak:
    12 października 2011 objął stanowisko przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, zastępując Stanisława Kluzę. Zajmował je przez okres pięcioletniej kadencji. Po odejściu z KNF objął stanowisko zastępcy dyrektora działu prawnego mBanku. -- patrz m.in.:
    https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/andrzej-jakubiak-knf-bank-praca,46,0,2242862.html
    czytamy m.in.: „Przeciwnicy wyliczali mu dopuszczenie do afery Amber Gold, upadków SKOK Wołomin i SK Banku czy nierozwiązanie problemu kredytów frankowych”.

    http://wyborcza.pl/7,155287,21291556,szybki-przeskok-bylego-szefa-komisji-nadzoru-finansowego-do.html
    czytamy m.in.: „Jako szef nadzoru bankowego doglądał wszystkich największych transakcji: przejęć, wchodzenia nowych banków do Polski, ich sprzedawania. To wart dużych pieniędzy kapitał wiedzy”.

    OSOBA MAJĄCA TAKĄ WIEDZĘ O WSZYSTKICH PODMIOTACH RYNKU FINANSOWEGO (W TYM BANKACH) PO ODEJŚCIU Z KNF ZOSTAJE ZATRUDNIONA PRZEZ NIEMIECKI mBANK!
    PONADTO -- CZY TA POSADA TO NIE JEST OBY CZĘŚĆ „ZAPŁATY” mBANKU ZA TO CO P. A. JAKUBIAK ZROBIŁ DLA BANKU W CZASIE GDY … NADZOROWAŁ Z RAMIENIA KNF TEN BANK? PROBLEMY Z KREDYTAMI FRANKOWYMI ORAZ POLISO-LOKATAMI! PRZECIEŻ TE PROBLEMY mBANKU ZWIĄZANE Z W/W „TOKSYCZNYMI” PRODUKTAMI FINANSOWYMI SĄ B. PODOBNE DO PROBLEMÓW INSTYTUCJI FINANSOWYCH L. CZARNECKIEGO (GETIN, IDEA BANK, GETBACK).
    Że może być coś na rzeczy niech świadczy ta inf.:
    https://dorzeczy.pl/kraj/79539/mBank-pod-lupa-Komisji-Nadzoru-Finansowego.html
    mBank pod lupą Komisji Nadzoru Finansowego
    Dodaj odpowiedź 5 0
      Odpowiedzi: 0
    • Józef Kamycki IP
      Poluzowanie ilościowe – wstyd mi za was Panowie.

      Każdy głos mówiący o tym że coś trzeba zrobić z istniejącą architekturą monetarna czytam uważnie. Tak samo było z artykułem „Luzowanie ilościowe? Tak, ale dla ludzi, a nie dla finansjery” panów Siekierskiego, Chołoniewskiego i Górnika opublikowanego w piśmie „Do Rzeczy” https://dorzeczy.pl/kraj/89237/Luzowanie-ilosciowe-Tak-ale-dla-ludzi-a-nie-dla-finansjery.html Powiem jasno: Panowie spieprzyliście koncepcje, w miejscu w którym ona była najmocniejsza.

      Przypominam zatem postulaty inicjatywy „Poluzowanie ilościowe dla ludzi” („Quantitative Easing for People”)
      1. luzowanie ilościowe nie działa,
      2. luzowanie ilościowe jest ryzykowne i szkodliwe,
      3. potrzebne jest takie działanie, które nie spowoduje wzrostu prywatnego i publicznego długu, nie pogłębi nierówności i nie wywoła baniek spekulacyjnych,
      4. zamiast trafiać na rynki finansowe dodatkowe pieniądze powinny trafiać do realnej gospodarki na finansowanie inwestycji zapewniających ochronę środowiska, budowę tanich mieszkań czy poprzez bezpośrednie przekazywanie ludziom pieniędzy w postaci tak zwanej dywidendy społecznej,
      5. Europejski Bank Centralny powinien ten plan jak najszybciej wprowadzić w życie.

      Jeśli ktoś uważa, że przekazywanie wykreowanych przez bank centralny pieniędzy do gospodarki jest błędne, a czynią tak autorzy, to powinien się dwa razy zastanowić:
      • po pierwsze, czy ma elementarną wyobraźnie zastosowanych w ten nowej sytuacji strategii kotwiczenia waluty i instrumentów polityki pieniężnej.
      • po drugie co chce osiągnąć.
      Argumentacja w stylu:
      ...Rozdawnictwo pieniędzy (określane czasem jako „pieniądze z helikoptera”) czy inwestycje w wybrane przedsięwzięcia zwiększyłyby zależność ludzi i firm od arbitralnych decyzji rządu. Rząd działałby pod stałą presją różnych grup nacisku, z których każda chciałaby przekonać go do swoich racji, co do tego kiedy, komu i ile rozdać oraz gdzie i ile zainwestować… każe domniemywać, że autorzy nie przeprowadzili ani jednego ani drugiego.
      Propozycja obniżenia podatków i uzupełnienia wpływów budżetowych emisją pieniądza nie wytrzymuje krytyki.
      Obniżenie podatków wywołałoby pojawienie się sporej nadwyżki po stronie pobytowej, niczym nie zrekompensowanej po stronie podażowej - co musiałoby wywołać duży impuls inflacyjny. Zakładając, że potrzeby emisyjne polskiej gospodarki to około 40 mld zł rocznie to mówimy o kwocie, na którą rynek musiałby zareagować i to zareagować odczuwalnie. Z pewnością ożywiliby się importerzy co musiałoby odbić się na kursie złotówki a pieniądze wypływałyby na tzw. „chińskie łąki” nie stwarzając żadnych szans na pobudzenie gospodarcze. To co ludziom prawą ręką dałoby obniżenie podatków inflacja zabrałaby im lewą ręka. Taki stan cybernetycy nazywają dezolacyjną (niszczącą) pętlą sprzężenia zwrotnego.
      Wiem: rozwiązanie ma tę zaletę, że „brzmi dobrze” i mogłoby być przebojem kampanii wyborczej. Gawiedź – czasem nazywana bydełkiem wyborczym - by się na to łatwo dała nabrać.

      Zatem inicjatywę „Quantitative Easing for People” przekazania pieniędzy do realnej gospodarki należy uznać za rozwiązanie, którego powinniśmy się trzymać. Pieniądze przekazane do gospodarki na inwestycje, w końcu, i tak trafią do ludzkich kieszeni, jednak z pewnym opóźnieniem tak, aby spotkały większa podaż towarów i usług, będących wynikiem tychże inwestycji. Zostaje utworzona ujemna (stabilizująca) pętla sprzężenia zwrotnego. Cel inflacyjny byłby zachowany, a ludzie zyskaliby realnie a nie nominalnie. Już na samym usunięciu zatorów płatniczych nasza gospodarka zyskać około 6% PKB, bo takie są jej obecne skutki.

      W Konfederacji na Rzecz Reform Ustrojowych wypracowaliśmy sposób rozproszenia emocji do gospodarki, który takie twierdzenia jak „...Rozdawnictwo pieniędzy (określane czasem jako „pieniądze z helikoptera”) czy inwestycje w wybrane przedsięwzięcia zwiększyłyby zależność ludzi i firm od arbitralnych decyzji rządu. Rząd działałby pod stałą presją różnych grup nacisku, z których każda chciałaby przekonać go do swoich racji, co do tego kiedy, komu i ile rozdać oraz gdzie i ile zainwestować…” czyni niedorzecznymi bo wyklucza wszelkie działania urzędnicze. Koncepcja ta została przedstawiona na sejmiku w Niemcach 17 listopada ubiegłego roku. Jest prosta:
      • z wyemitowanych pieniędzy byłyby dokapitalizowane udziały pracownicze w przedsiębiorstwach
      • równymi kwotami wynikającymi z podzielenia kwoty emisji przez ilość pracowników uprawnionych.
      Według naszych szacunków byłoby to od 2,5 do 5 tys. zł rocznie na pracownika w zależności od parametrów monetarnych takich jak stopa inflacji i wzrost PKB. Te pieniądze pracowałyby w przedsiębiorstwach tak długo jak długo pracowaliby w nich ich właściciele czyli pracownicy. Wtedy moglibyśmy Pracownicze Fundusze Kapitałowe zutylizować z pożytkiem dla naszej gospodarki.
      Ma się rozumieć, że z pożytków pieniądza suwerennego skorzystaliby tylko przedsiębiorcy, którzy dysponują urządzeniami księgowymi do ewidencji pracowniczego majątku produkcyjnego w programach jego budowy. I jeszcze rzecz nie do przecenienia: pieniądze można by przyznawać na takich warunkach, które wyeliminowałyby szarą strefę i kreatywną księgowość wspieraną luksemburską optymalizacją podatkową i cenami transferowymi.
      Jedynym mankamentem tej metody jest to, że „...Polacy już wyszli z folwarku ale folwark nie wyjdzie z nich nigdy...”. Jakoś trudno nam sobie wyobrazić, że polscy pracownicy mogliby stać się współwłaścicielami przedsiębiorstw, w których pracują, a państwo by ten proces wspomagało.
      W naszych konfederackich zamierzeniach widzimy szereg dalszych przewag tego modelu, jednak, aby się nie rozpisywać, odsyłam do dokumentów: https://www.dropbox.com/s/u2ipvlo8hl6aii5/PDG%20-%20raport%20Niemce%2017%20listopada%202018r%20.pdf?dl=0 Dzielimy tam dywidendę społeczna na dywidendę produkcyjną i dywidendę konsumpcyjną w sposób, który powinni zrozumieć nasi wyborcy.
      Politycy oczywiście będą przeciw, gdyż odbieramy im zabawę w kręcenie kiełbasek wyborczych z wykreowanych z powietrza pieniędzy. Jednak o nich nie musimy się tak bardzo martwić. Wybaczcie ale art. 220 naszej konstytucji to dar niebios.
      Dodaj odpowiedź 11 2
        Odpowiedzi: 1
      • Grzechu P IP
        Dobry, przystępny tekst. No i wreszcie ktoś napisał to, co wielu trzeźwo myślącym ekonomistom chodziło po głowie od dawna, ale obawiali się głośno zaproponować.
        Dodaj odpowiedź 2 2
          Odpowiedzi: 0
        • true_economist IP
          Pomysły proponowane przez autorów są naprawdę genialne. Jednak problem jest z ich odbiorem i zrozumieniem, ponieważ społeczeństwo generalnie nie wie, jak powstają pieniądze i jakie ma to konsekwencje. A to wynika z tego, że cała nauka ekonomii oparta jest na kłamstwach, mitach i błędnych założeniach, właśnie po to by niczego nieświadome społeczeństwo dawało się dalej oszukiwać bankom.
          Rozwiązania przedstawione przez autorów nie byłyby drukowaniem pieniądza bez pokrycia i nie doprowadziłyby do hiperinflacji. Każda gospodarka, która się rozwija, czyli produkuje coraz więcej dóbr i usług, potrzebuje coraz więcej pieniędzy do "obsługi" tych transakcji.
          Dzięki obniżce podatków ludzie mieliby do dyspozycji więcej pieniędzy, przez co braliby mniej kredytów. Mniej kredytów to też mniej pieniądza w obiegu. I właśnie ten ubytek pieniądza autorzy chcą zastąpić kreacją pieniądza przez państwo. Pieniędzy byłoby w gospodarce tyle samo, a każdy miałby ich więcej i byłby mniej zadłużony. Nie wywołałoby to hiperinflacji, a nawet żadnej inflacji, a wręcz przeciwnie pobudziłoby gospodarkę do rozwoju, bo byłoby więcej pieniędzy na konsumpcję i inwestycje.
          Dodaj odpowiedź 3 1
            Odpowiedzi: 1
          • Janek Maniek Keynes IP
            Nareszcie ktoś napisał prawdę! Banksterzy na kryzysie się przez osławione Luzowanie Ilościowe ostro wzbogacili - a sami go wywołali. Od początku było wiadomo, że QE nie będzie działać i cała gigantyczna, wydana na to kasa pójdzie hulać na rynki finansowe, gdzie i tak jest nadmiar pieniędzy. W ten sposób bańka na rynkach się jeszcze bardziej nadyma i spowoduje kolejny kryzys. Obniżka podatków i pewna doza kreacji pieniądza przez NBP na pewno by nie zaszkodziła, a ostro rozkręciłaby gospodarkę. Inflacja? Bzdura. I tak wszyscy są w Polsce zadłużeni, więc tylko część by była wydana a reszta by poszła na spłatę zadłużenia. Zresztą, przed rokiem 1997, kiedy to Kwaśniewski wstawił do Konstytucji zakaz Overt Monetary Financing, przez wiele lat była kreacja pieniędzy przez NBP na potrzeby rządu i inflacja cały czas spadała. Japonia od lat to robi i inflacji tam nie ma zupełnie. Czas najwyższy, aby bzdurne teorie monetarystów (lansowane przez Balcerowicza i spółkę) ostatecznie odrzucić. Mam nadzieję, że skoro DoRzeczy jest bliskie rządowi, to tego typu myślenie jest tam rozpatrywane. Oby!
            Dodaj odpowiedź 5 1
              Odpowiedzi: 1

            Czytaj także