ZdrowieRak nie poczeka na szczepionkę przeciw COVID-19. Jak leczyć w czasie epidemii?

Do Rzeczy o zdrowiu Dodatek tygodnika „Do Rzeczy”

Rak nie poczeka na szczepionkę przeciw COVID-19. Jak leczyć w czasie epidemii?

Nowotwory krwi
Nowotwory krwi / Źródło: fot. Fotolia
Dodano 7
Pacjenci onkologiczni to grupa bardzo wysokiego ryzyka COVID-19. Układ immunologiczny jest osłabiony nie tylko przez nowotwór, ale też często przez stosowane leczenie. Jak leczyć raka w dobie koronawirusa?

Z niektórych placówek onkologicznych napływają informacje o potwierdzonych przypadkach COVID-19 wśród pacjentów lub personelu medycznego. Czasowo część oddziałów została zamknięta, wizyty planowe często są przesuwane na późniejszy termin lub zastępowane telewizytami. Jednak lekarze robią wszystko, by nie przerywać leczenia.

– Nie może być tak, że gdy mamy pandemię koronawirusa, to rezygnujemy ze standardowego leczenia innych chorób: cukrzycy, miażdżycy, a w szczególności nowotworów. Przerwanie aktywnego leczenia onkologicznego kończy się nieodwracalnym pogorszeniem stanu chorego. Tu nie może być „wakacji na 3 miesiące”, a potem powrotu do leczenia – mówi prof. Dariusz M. Kowalski, kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii-Państwowego Instytutu Badawczego i prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.
Tego samego zdania jest prof. Rafał Stec, kierujący Kliniką Onkologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego: – Zalecenia są jednoznaczne: nie wolno zaniedbywać leczenia onkologicznego, bo pacjenci mogą umrzeć nie z powodu koronawirusa, ale z powodu chorób nowotworowych. Pacjenci powinni kontynuować leczenie, niezależnie, czy jest to chemioterapia, radioterapia, leczenie operacyjne czy stosowanie leków ukierunkowanych molekularnie lub immunoterapii – dodaje prof. Stec.

W czasie epidemii szczególnie ważna jest dobra organizacja leczenia i to, żeby pacjenci nie poszukiwali dla siebie miejsca, gdzie mają być leczeni. Dlatego prof. Adam Maciejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego i dyrektor Dolnośląskiego Centrum Onkologii, apeluje do Ministerstwa Zdrowia o jak najszybsze wprowadzenie w całej Polsce Krajowej Sieci Onkologicznej, której pilotaż toczy się w kilku województwach. Sieć ma spowodować, że pacjent będzie kierowany na badania i leczenie przez koordynatora oraz usprawnić koordynację leczenia onkologicznego.

Zalecenia dla pacjentów

Już sama choroba nowotworowa osłabia układ odpornościowy, a dodatkowo może go jeszcze osłabić leczenie onkologiczne. Dlatego chorzy na nowotwory są szczególnie narażeni zarówno na zachorowanie, jak na ciężki przebieg COVID-19. – Powinni restrykcyjnie stosować się do zaleceń służb sanitarnych, pozostać w domu (poza krótkimi spacerami), unikać kontaktu z osobami, które nie mieszkają w tym samym gospodarstwie domowym. Na wizyty do szpitala najlepiej, żeby dojeżdżali samochodem z osobą, którą mieszkają, która nie ma kontaktów mogących narażać na zakażenie koronawirusem – mówi prof. Stec.

O każdej wizycie w ośrodku onkologicznym decyduje dziś lekarz, dlatego przed wizytą trzeba skontaktować się zdalnie z ośrodkiem. W przypadku wizyty kontrolnej, jeśli stan zdrowia pacjenta jest dobry, może ona zostać przesunięta lub zastąpiona poradą telefoniczną. W przypadku leczenia nowotworu wizyty nie da się zastąpić, jednak lekarze starają się zrobić wszystko, by pobyty w szpitalu były jak najrzadsze. – Jeśli pacjenci przyjmowali chemioterapię w szpitalu, można niektóre schematy leczenia zamienić na takie, które mogą być podawane w warunkach domowych, dzięki tzw. infuzorom, albo na chemioterapię podawaną w tabletkach. W przypadku pacjentów leczonych w ramach programów lekowych mamy możliwość wydania chorym leków do domu na dwa, trzy miesiące. Dzięki temu można wydłużyć czas do następnej wizyty – dodaje prof. Stec.

Podobnie wyglądają procedury w Narodowym Instytucie Onkologii: – W przypadku programów lekowych leki doustne wydajemy pacjentowi do domu na 3 miesiące i umawiamy się za miesiąc na telewizytę. Jeśli wszystko jest w porządku, na kolejną umawiamy się znów za miesiąc. W przypadku immunoterapii, przy której leki podaje się dożylnie, pacjent musi przyjechać do szpitala. Jeśli to jednak jest możliwe i zgodne z zaleceniami, to staramy się podać wyższą dawkę leku i wydłużyć czas pomiędzy kolejnymi podaniami. W przypadku chemioterapii sposób leczenia indywidualizujemy w zależności od stanu chorego. Pacjenci do nas dzwonią, udzielamy informacji, co robić –opowiada prof. Dariusz Kowalski.

W szpitalach są wstrzymane wszelkie wizyty rodzin, również na wizytę pacjent wchodzi sam (poza sytuacjami, kiedy nie jest w stanie tego zrobić). Dla własnego bezpieczeństwa powinien mieć maseczkę (może być bawełniana) i jednorazowe rękawiczki: trzeba je wyrzucić po wyjściu ze szpitala. Ponieważ do zakażenia może dojść przez nieumiejętne zdejmowanie rękawiczek i maseczki, dobrze jest przećwiczyć to sobie przed przyjazdem do szpitala. Jeśli pacjent onkologiczny jest w trakcie kwarantanny, powinien skontaktować się ze stacją sanitarno-epidemiologiczną. – Po 7 dniach kwarantanny powinien mieć wykonany test w kierunku zakażenia koronawirusem. Jeśli zakażenie jest wykluczone, leczenie onkologiczne można kontynuować, jednak w przypadku potwierdzenia zakażenia każdą terapię onkologiczną należy przerwać do czasu wyzdrowienia, potwierdzonego co najmniej dwoma ujemnymi wynikami na obecność koronawirusa – przypomina prof. Stec.
Jeśli przebieg zakażenia COVID-19 jest lekki, pacjent onkologiczny nie musi być leczony w szpitalu, musi być jednak objęty specjalnym nadzorem lekarskim i epidemiologicznym. Konieczny jest codzienny kontakt z lekarzem, a w sytuacji pogorszenia stanu zdrowia: kontakt ze stacją sanitarno-epidemiologiczną i przewiezienie do szpitala.

Konieczne optymalne leczenie

Rak nie poczeka na zakończenie epidemii, a niestety obecnie praktycznie została wstrzymana profilaktyka onkologiczna, odwoływanych jest również wiele badań diagnostycznych. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że do końca sierpnia 2020 roku nie będzie też zmian na listach refundacyjnych, co oznacza, że nie pojawią się nowe leki również dla chorych onkologicznie. Choć onkolodzy rozumieją sytuację, żałują, że na kilka kolejnych miesięcy zostały wstrzymane.

– Choroba nie poczeka do września, a przecież nie wiemy, jak wtedy będzie wyglądała sytuacja i czy podejmowanie decyzji nie będzie nadal przekładane. A przecież są to opcje, które ratują życie chorych. Wszyscy rozumiemy nadzwyczajną sytuację, jednak trzeba się starać w miarę normalnie żyć i leczyć najlepiej, jak tylko potrafimy – mówi prof. Dariusz Kowalski.

Profesor leczy chorych na nowotwory płuca, którzy są dziś pacjentami bardzo wysokiego ryzyka – zarówno z powodu późnego wykrywania nowotworu, długiej diagnostyki (która w okresie epidemii jeszcze bardziej może się wydłużyć), jak tego, że wirus SARS-CoV-2 atakuje przede wszystkim właśnie płuca. W tym nowotworze niezwykle ważna jest precyzyjna diagnostyka, bo wiele nowoczesnych terapii jest wręcz personalizowanych, w zależności od mutacji genetycznych nowotworu. Jeśli tej diagnostyki nie będzie lub zostanie opóźniona (a laboratoria są przeciążone z powodu testów na koronawisusa), wielu chorych straci szansę na optymalne leczenie. Jeszcze przed rozpoczęciem epidemii pacjenci z rakiem płuca wypatrywali nowych list refundacyjnych z nadzieją na nowe opcje leczenia. Jedną z nich jest zastosowanie przez rok immunoterapii po leczeniu radio- i chemioterapią (najlepiej równoczesnym) u chorych z miejscowo zawansowanym rakiem płuca: taka opcja nawet kilkukrotnie zwiększa szanse na całkowite wyleczenie. Inna opcja to zastosowanie już w pierwszej linii leczenia chorych z mutacją w genie EGFR ozymertynibu. Kolejne opcje to leki dla chorych z mutacją w genie BRAF, rearanżacją w genie NTRK, pierwsza immunoterapia w drobnokomórkowym raku płuca.

– Choć rozumiem obecną trudną sytuację, to chciałbym, żeby procesy refundacyjne nadal się toczyły. Rozumiem, że z powodu obecnej sytuacji prace mogą ulec spowolnieniu, jednak dobrze, żeby trwały – mówi prof. Kowalski.
Na poprawę organizacji leczenia, diagnostyki i nowe opcje terapii czekają nie tylko chorzy na raka płuca, ale też m.in. chorzy na raka nerki, jajnika, piersi, białaczki, chłoniaki. Ich choroby nie poczekają, aż minie COVID-19.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 16/2020
Artykuł został opublikowany w 16/2020 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 7
  • malwina IP
    Niestety, ale teraz obecnie to nikt nie ma łatwo. Ale chorzy to już w ogóle mają ciężką sytuację, bo to też jest strasznie niesprawiedliwe że spotykają nas choroby. Ja jeszcze przed tą całą epidemią to dowiedziałam się że mam wirusa hpv. Dobrze, że rozpoczęłam kurację żelem papilocare bo on pomaga zwalczać zmiany i je odbudowuje. A za dwa trzy miesiące pójdę na badania kontrolne.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Jan Grey IP
      To jest pozytywny efekt epidemii koronastrachu. Zdecydowanie mniej chorych na raka umrze
      z powodu naświetlania i chemii.
      Dodaj odpowiedź 0 1
        Odpowiedzi: 0
      • Kreon IP
        To są jeszcze inne choroby, aniżeli ten COVID?

        Zdumiewające, kiedy słucham histeryka Szumowskiego, to myślałem, że innych chorych już dziś w Polsce nie ma. WSZYSTKIE inne choroby wyeliminowały maseczki, dystans społeczny i płyn dezynfekujący z ORLENU...
        Dodaj odpowiedź 3 0
          Odpowiedzi: 0
        • anna4 IP
          Trzeba przede wszystkim stawiać na profilaktykę jeśli chodzi o nowotwory bo wcześnie wykryte często da się wyleczyć. Na przykład ja mam wirusa hpv który powoduje raka szyjki macicy ale co roku robię cytologię a do tego stosuje kurację zelem papilocare
          Dodaj odpowiedź 2 0
            Odpowiedzi: 0
          • ..jola... IP
            Wy jeszcze chcecie szczepić ludzi z nowotworem przeciw wirusowi....skandal..tylko mocny uklad odpornościowy poradzi sobie z rakiem i wirusem..nie ogłupiać ludzi
            Dodaj odpowiedź 1 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także